JaTymy. Namiętnie, i w dużych ilościach

JaTymy. Namiętnie, i w dużych ilościach

Nowa książka Grażyny Lutosławskiej jest jak prawo jazdy. Przeczytasz sercem, zdasz egzamin i możesz ruszać w drogę. Jatymy – to książka bliska memu sercu. Tym bardziej, że teksty w niej pomieszczone, były publikowane także na naszej stronie. 

Autorka jest Podlasianką. Na Podlasiu Bug przecina tęskny pejzaż i porządkuje świat. Rytm rzeki porządkuje także ludzkie sprawy. Autorka jest filozofem. Skąd ta filozofia, przecież męski zawód?

Wybrałam takie studia, bo filozofia wydała mi się najpiękniejszym wstępem do spotkania z drugim człowiekiem. Chciałam poznać różne sposoby myślenia, mówienie o świecie. Tacy przecież jesteśmy – różni.

W dzieciństwie chciała być sprzedawczynią w sklepie. – Bardzo mi się podobało chodzenie z mamą do małego sklepiku w Hrubieszowie, w którym mama kupowała mi moje ulubione ciastka – herbatniki w czekoladzie. Jadłam je i słuchałam rozmów, które się toczyły w sklepie. Ja też tak chciałam! Stać przy ladzie i słuchać tych wszystkich opowieści. Tak się stało. Autorka słucha opowieści a jej audycja w Radiu Lublin  „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” zyskała status audycji kultowej, jak to się mówi “sztos”!

Autorka mówi ze smakiem, pisze ze smakiem. Smak życia w nowej książce pulsuje pod podszewką słów.

Matko kochana, jak ja kochałam słodycze! Teraz staram się panować nad tą miłością. Uwielbiam też dobry chleb. Pamietam siedlecki czas, kiedy dziadek chodził do piekarni za rogiem i przynosił chleb. Zawsze dwa bochenki. Grażynka potrafiła poradzić sobie z jednym, więc ten drugi był dla reszty rodziny. Teraz, kiedy trafiam na dobry chleb, pół bochenka zjem spokojnie. Na szczęście dla mnie o dobry chleb wcale nie tak łatwo.

O tym smaku mówi tak. Smak domu rodzinnego? Właśnie ten chleb u babci. Parzaki, bułki drożdżowe na parze. Babcia robiła je w dużych ilościach. Gorące rwało się i maczało w śmietanie. Następnego dnia kroiło w duże plastry i odsmażało na maśle. Dalej, buraczki robione przez babcię. I kluski z dołkiem. Placki ziemniaczane, które smażył dziadek. Najlepsze na świecie, chrupiące. Ze śmietaną i cukrem. Smak domu? Śniadanie w biegu, ale kolacja rytuał. Minimum trzy godziny z siostrą i rodzicami przy stole. Jedno wielkie gadanie i jedzenie. Zawsze na finał tej kolacji był ser. Smarowałyśmy go sobie z siostrą na przemian miodem i dżemem. Po latach, kiedy podano nam w Toskanii na koniec kolacji ser i miód, odkryłam, że to nie były tylko dziecięce fanaberie, ale poszukiwanie smaków. Trzydzieści lat nie jem mięsa, ale pamiętam smak domowego pasztetu. A mój ojciec był absolutnym mistrzem robienia sosów z wołowiny. Skąd to niejedzenie mięsa? Z niechęci do jedzenia kogoś. Twoje ulubione potrawy? Coraz bardziej lubię jeść prosto. Żeby tych składników na talerzu było jak najmniej i były jak najlepszej jakości. Potrafię pół zimy jeść niepaloną kasze gryczaną, polaną dobrym olejem lnianym i na to trochę koziego twarogu. Jakie to dobre!

W książce znajdziecie kilkadziesiąt miniatur. Jak na przykład ta. Pod tytułem Droga.

-Trzymaj! – zawołała dziewczynka, ściskając rękę ojca. Miała najwyżej cztery lata i starała się biec tak szybko jak on. Co jakiś czas potykało się jedno i drugie. Śmiali się i biegli dalej. – Trzymasz? – upewniała się dziewczynka, a ojciec mocniej ściskał jej dłoń. Nie zauważyli krawężnika. Zanim ojciec stracił równowagę, zdążył puścić rękę córki. – A mówiłam, żebyś mnie się trzymał. – Dziewczynka pokiwała głową i wyciągnęła dłoń w jego stronę.

“Jatymy” to piękna książka o miłości. Do życia, świata, drugiej osoby. Co to jest Miłość?  – Nie znam zupełnie odpowiedzi na pytanie, co to jest miłość. Ale miłość to jest to, że się sobie przyglądamy. Nie, że patrzymy cały czas na siebie, ale że dostrzegamy. Zauważamy, jak jesteśmy różni. I to przyglądanie się sobie z ciekawością to też jest miłość. Nie da się powiedzieć, że to jest miłość. Da się: To też jest miłość. Kiedy czytałem po raz któryś “Jatymy”, przypomniał mi się mój ulubiony wiersz.

pomiędzy winnicą
a morzem
na kamienistej plaży
porwałeś mnie Panie
do tańca
moje ręce
na Twoich barkach
Twoje ręce
na moich barkach
raz Ty chodzisz po moich
śladach raz ja chodzę
po Twoich śladach
coraz szybszy
rytm muzyki
i coraz głośniejszy śmiech
Twój i mój

Wacław Oszajca

 

Największe atuty książki? Cudowna kondensacja. Tak kondensować treści potrafiła Wisława Szymborska: Ktoś powiedział, że ludzie głupieją hurtowo i mądrzeją detalicznie. Dlatego kochamy i popieramy przypadki detaliczne. “Jatymy” to przypadek detaliczny na literackiej mapie Lublina. Co jeszcze? Piękna metafora doprawiona szczyptą dosypanej z miłością ironii. Co jeszcze? Duże, skondensowane dawki piękna. Jak w jatymie “Marzenia”. – Tam dopiero musi być pięknie. – Marzenia spoglądały tęsknie w stronę drugiego brzegu, którego nie było widać, bo ukrył się za horyzontem. Co jeszcze? Edytorski (sztos) cymes. Brawo za projekt graficzny i skład: Kolektyw kilku.com (Ida Smyczyńska, Robert Zając). Kroje pisma: Joanna MT Pro, Gill Sans Nova. Książkę wydało Wydawnictwo Episteme. Co jeszcze? Jak ktoś wam jeszcze raz powie: Pośpiesz się, dajcie mu do przeczytania “W pośpiechu”. Skąd tytuł Jatymy? Miniatury pogrupowane są w takie działy: ona i on, on, ona, ono, oni, …i oni. 

Jak patrzę na Autorkę, na jej męża, Bolesława Lutosławskiego, myślę, że kolejną książkę powinni napisać razem. Na jednej stronie tekst Grażyny, na drugiej fotografia Bolesława. Co oni na to? – To dobry pomysł. O, tak. Bolesławie, zrobimy może, co? Bolesław: Bardzo chętnie. Idziemy do przodu…

Waldemar Sulisz, fot. Małgorzata Sulisz, Fotografia Bolesława (jego profil na Twitter)

 

Premiera książki „Jatymy” Grażyny Lutosławskiej
02/08, g.17. Galeria Klimaty, Mięćmierz

 

 

1 komentarz do wpisu “JaTymy. Namiętnie, i w dużych ilościach”

Dodaj komentarz