Rarytas w Piaskach

Rarytas w Piaskach

Miejsce z legendą. Legendę stworzył Ryszard Sieczkarz. Wymyślił i doprawił flaki tak, że do Piask jechało pół Polski. Co zostało z legendy? Karp w sosie chrzanowym. Czy karp jest ozorkiem?

Do restauracji Rarytas jeżdżę od lat z sentymentem. Od momentu, kiedy zjadłem tam flaki z Anną Seniuk. Moment drugi to czas, kiedy poznałem Jagę, córkę pana Sieczkarza. Jaga ma po ojcu receptury. Poznałem też drugą córkę człowieka, który stworzył legendę tego miejsca, o dniej dostałem książkę kucharską, którą posługiwał się Ryszard Sieczkarz. Z odręcznymi notatkami. To skarb. No to do rzeczy. O piaseckich flakach pisałem tyle razy, że powtórzę, to co o nich pisałem w Dzienniku Wschodnim.

Flaki z charakterystycznym kawałkiem masła na wierzchu (patent Sieczkarza), mimo że smaczne, były zbyt wodniste. Ugotowane na rosole z ogonów wołowych zasługiwały na lepszą wersję. Za to barszczyk był bardzo smaczny, “jak u mamy”, na głowę bił flaki.

Skala ocen

Co można powiedzieć po ostatniej wizycie w Rarytasie? Najpierw skala ocen, którą opracował Gieno Mientkiewicz. Skala trafiona w punkt. Opracował ją dla ocen zup rybnych nad Bałtykiem. Przedstawia się ona następująco:
1-2 dramat
3-4 właściwie źle
5-6 jadalna i nic więcej
7-8 smaczna i ciekawa
9-10 zachwyt i wszyscy tam jedziemy.

Każdą z potraw ocenimy w tej skali, na koniec ocena sumująca. Ad rem zatem.

 

Zupa paprykowa

Wystąpiła tego dnia w zestawie dnia, wraz z Czopsem, najsłynniejszym daniem Rarytasu. Paprykowa była budżetową wersją gulaszowej. Mało mięsa, mniej papryki, wiecej ziemniaków i wody. Smak? W gotowaniu brał udział Pan Knor i nic na to się nie poradzi. Żeby wspomaganie było lekkie, bym się nie czepiał. Mikre kawałeczki kurczaka, mało papryki.

Niech ja dorwę tego kucharza, co z Panem Knorem gotował. Mam nadzieję, że to nie pan Mirosław K. Nasza ocena? Dramatu nie ma, 3-4 właściwie źle.

Legendarny czops

Raz jeszcze foto. Dziś nikt nie wie w Piaskach, co znaczy ten czops. Na talerzu widniał kawałek schabu w przyprawach, z cebulką na wierzchu. Ryszard Sieczkarz wziął pomysł z 2 źródeł. Z Anglii.

Czopsy baranie to danie możliwe do spotkania w niejednej restauracji europejskiej, ale pochodzi  z Wysp Brytyjskich. Drugie źródło, to czopsy benedyktyńskie, które królowały w najlepszych knajpach w PRL-u. Delikatne filety wykrajane z combra baraniego, solone i natarte czosnkiem, a następnie zwijane i przebite szpilką przed usmażeniem – były ozdobą ówczesnej kuchni. Tak jak słynne juki hetmańskie, podawane w Słupskiej. Ale juki to już inna opowieść. Będzie.

Wspominany tu z przejęciem pan Ryszard Sieczkarz do benedyktyńskiej receptury dołączył miód – i czopsy były miodzio. A dziś. Schab świeży, usmażony po bożemu, cebulka od steku, i bardzo smaczne ziemniaki. Jak na budżetowy obiad – niech będzie. Nasza ocen: 5-6 jadalne i nic więcej. Ale – można nad daniem popracować i zrobić wersję od święta, co słynnej szefowej kuchni w Rarytasie – poddajemy pod rozwagę.

Karp czyli ozorek

Karp w śmietanie to danie legendarne. Pan Sieczkarz trzymał na zapleczu wannę, w której pływały karpie. Gdy danie zamawialiśmy, podpytując kelnerkę, czy to to legendarne, w śmietanie – lojalnie uprzedziła, że karp mrożony. Ale, że w śmietanie – tak. Podano karpia wyczekiwanego. Na karpia zaprosiliśmy eksperta, który karpia pana Ryszarda jadł i smak pamięta. Karp prezentował się dostojnie.

Nie był to filet, ale dwa dzwonka. Na nasz gust, zrobione w piecu, podsmażone na patelni. Pierwszy kęs.Śladowy aromat mułu. Zero przypraw typu sól czy pieprz. Ale – na szczęście – pan Knor łap w to nie wkładał. A sos? Zwykły chrzanowy. Jak do ozorka. Ki licho. Upewniliśmy się u eksperta. Tak. chrzanowy. Zajrzeliśmy do karty. Ano, są ozorki. Nich ja dorwę tego lenia kucharza, któremu się nie chciało zalać karpia na patelni tłustą śmietaną, dołożyć masełka, dosmaczyć – jak Pan Bóg (pan Sieczkarz) przykazał. Tylko chlapnął z pojemnika sosu chrzanowego od ozorka na karpia. Drogi Rarytasie, czy karp wygląda jak ozorek. A smak sam karpia? Mrożony. Zleżały.

Nasza ocena? 3-4 właściwie źle. Co robić. Jedziemy do Poniatowej, gdzie Pod Kogutem zjemy flaki bardzo pyszne, świeżonkę i słynnego karpia w śmietanie. W cudownym sosie. Jakie to budujące, że wsiadasz w samochód, pół godziny z kawałkiem i jesteś na miejscu. Bardzo polecamy, to dobry adres. 

 

Na deser ruskie

Miały być ze szczypiorkiem, nie były. Była sterana życiem, posiekana pietruszka. Nie, żebym się specjalnie czepiał, ale nie wypada. Ani świeżo, ani sezonowo, ani ładnie. Ale masełko świeże, i od serca. Ciasto – znakomite. Widać, że pierogi właśnie wyskoczyły ze stolnicy do gara. Farsz delikatny – ekspert mówi, że na 5. Dla nas – za mało sera, dobrego sera, nie było cebulki podsmażonej, mało pieprzu i soli – szpitalnie i dietetycznie. Poprosiliśmy o śmietanę. Polane – śmietana kwaśna (z OSM Piaski?) – przyćmiła smak pierogów. 

Nasza ocena? Wysoka. 7-8 punktów, potrawa smaczna i ciekawa. Ruskie z chęcią powtórzymy – na przykład mocno podsmażone, obtoczone w płatkach świeżego czosnku, leciutko zroszone słodką papryką w proszku. Ach. Ekspert twierdzi, że i tak się czepiam ruskich, bo bardzo dobre i zasługują na ful punktów. Nic z tego. Nie tym razem. 

Nasza ocena całościowa? 5-6, kuchnia jadalna i nic więcej.

Waldemar Sulisz

 

1 komentarz do wpisu “Rarytas w Piaskach”

Dodaj komentarz