Nalewka na Żmigrodzie

Nalewka na Żmigrodzie

Jest gęsta, ma kolor smoczej krwi. Przypomina najszlachetniejszy likier. Po nastawieniu, nie wolno otwierać słoja i wąchać, ponieważ nalewka nie doczeka swojego czasu. 

Na Żmigrodzie wytwarzano ją w malowniczym dworku. Skąd nazwa Żmigród?  Od grodów położonych w błotnistych i lesistych okolicach obfitujących w żmije. Ale także od smoka Żmija. Wawel miał swojego smoka, nasz lubelski Żmigród swojego. Tyle legendy. A teraz ad rem. Opowiadał mi Jerzy Makowski, ostatni właściciel Starego Teatru w Lublinie – a opowieści tej wysłuchałem na ulicy Królewskiej – że w latach dwudziestych aktorska brać delektowała się smoczą nalewką, wytwarzaną na Żmigrodzie właśnie.

Nalewkę produkował zaprzyjaźniony aptekarz i dostarczał do Franciszka Borowieckiego na Królewskiej 6. Słynny lutnik, który naprawiał także Stradivariusa – miał raczyć gości smoczym eliksirem. A dokładnie nalewką z jeżyn, która miała kolor smoczej krwi. Pan Makowski dobrze znał się z Borowieckim, taką drogą nalewka trafiła do garderoby w Starym. 

Smocze drzewo, esencję w kroplach można nabyć w sklepach eko

Jednak smocza krew. Nie byłby twórca nalewki na Żmigrodzie sobą, gdyby nie dodał do nalewki prawdziwej, smoczej krwi. A dokładnie grudek żywicy z drzewa smoczego, zwanego także smokowcem. Żywicy używanej jako barwnika w lutnictwie. I tu koło się zamyka.

Receptura się nie zachowała. Wedle relacji pana Makowskiego – udało się nalewkę na Żmigrodzie sporządzić. Jak? Najdorodniejsze jeżyny z lasu (nie z ogrodu) – ja używam tych, które rosną na grodzisku w Motyczu zerwać. 2 kilogramy przetrzeć przez durszlak, dać 1 litr miodu lipowego, wymieszać, przełożyć do słoja. Ustawić na oknie, by słońce dwa dni popracowało. Dolać litr spirytusu zmieszanego ze szklanką wody. Oraz kilka grudek smoczej krwi. I niech spirytus na słońcu pracuje. Po 3 tygodniach przecedzić i odstawić do sklarowania. Jak osad opadnie, delikatnie zlać, sącząc przez papierowy filtr do kawy. Rozlać do butelek i zostawić w ciemnym miejscu na 6 miesięcy. Nie otwierać butelek, nie wąchać, bo nalewka nie doczeka.

Waldemar Sulisz, autorska receptura według relacji mówionej pana Makowskiego.

 

 

Dodaj komentarz