Daj minogę

Daj minogę

Dzisiaj na targu stwierdziłam u gościa w pojemniku … minogi. Cha! MINOGI! Pogapiłam się, ale … nie kupiłam. Nas tylko dwoje, w domu spory zapas jedzenia, kto by to jadł? Jak będą za tydzień, wezmę.

Dzisiaj mało kto wie co to jest, i co się z nimi (tymi minogami) robi. Tak. Wyglądają paskudnie, bo to są pasożyty ryb, a nie wąskie rybki jak piszą niektórzy. A tak naprawdę ryba pierwotna. Bezżuchwowiec – minóg. Wspaniałe są smażone w occie i jako jeden ze składników zupy z ryb słodkowodnych. (musi być choć pięć gatunków ryb, w tym dobrze jeśli jest płoć, jaź, minóg, piskorz, sum, jakieś karaski). Gotować na małym gazie i rosołek będzie pierwszorzędny albo zupa gęsta gdy przetrzeć rybki przez sito i powstałą zupę zaciągnąć śmietaną. Ale ja o minogach! Przed wojną, jak pisał Wiech – Stefan Wiechecki, to była znakomita zakąska pod wódeczkę.

„Myliłby się, kto by przypuszczał, że na szyldzie wymienionego w tytule niniejszej opowieści zakładu gastronomicznego przy ulicy Zapiecek widniała dorodna minoga na przybranym zieloną pietruszeczką półmisku. Nic podobnego. Szyld wyglądał banalnie. Na czerwono pomalowanej blasze umieszczony był napis, tchnący powagą urzędowego niemal dokumentu: RESTAURACJA III kategorii z wyszynkiem napojów alkoholowych wł. KONSTANTYN ANIOŁEK Koncesja Genowefy Rypalskiej i Wawrzyńca Śmieciuszki. Surowość głównego, umieszczonego nad wejściem znaku łagodziły dwa szyldy boczne, których treść opiewała: „Śniadania,obiady, kolacje”, oraz „Żymne i goronce zakonski”. Wszystkie trzy godła były dziełem powszechnie cenionego na Starówce mistrza sztuki malarskiej, pana Dawida Kapelana (Bonifraterska 18). Część graficzną reklamy firmy uzupełniały dwie kartki wycięte z brystolu, na których sam pan Aniołek wprawną ręką wypisał: „Pieczeń rzemska” i „Zrazy po nalesońsku z gżypkamy”. Resztę propagandy załatwiały umieszczone na wystawie oryginały, jako to: lśniący pozłocistą skórką dyszek cielęcy, biała kiełbasa garnirowana przysmażoną cebulką lub nacięty w misterną, drobniutką kostkę rumiany boczek pieczony, wszystko to podane na efektownym tle słojów z biało-czerwoną ćwikłą i zielonożółtymi „małosolnymi” ogórkami. Oczywiście eksponatyzmieniały się odpowiednio do pory roku. Nie było jednak nigdy w witrynie minóg. Na próżno też szukałby ich ktoś na bufecie. Interpelowany o nie przez gości gospodarz odpowiadał zazwyczaj: – Minoga robak, nie rybka i w porządnym interesie trzeciej kategorii nie ma prawa figurować. Stali bywalcy lokalu wiedzieli jednak, że nie zawsze tak bywało, że minogi w musztardzie zajmowały kiedyś honorowe miejsce wśród innych zakąsek. Znali też przyczynę znalezienia się ich na indeksie. Oto przed kilku laty znany na Starówce alkoholik i awanturnik, niejaki Millerek, pogniewawszy się na lokal za odmowę kredytu, zwrócił się do małżonki właściciela z następującą apostrofą: „Ach, ty minogo z małem łebkiem, za wieczne ondulacje szarpana, ja cię tu zaraz nauczę szaconku dla gościa!” Po czym usiłował przewrócić bufet, co mu się zresztą całkowicie udało. Obrażeni współbiesiadnicy podnieśli się od stolików, usunęli awanturnika na ulicę, ale orzekli, że: „Właściwie pani Aniołek nie ma się o co obrażać, bo faktycznie na minogie podobna. Długa, mizerna na urodzie, z małą mordką, tylko z tą różnicą, że nogi posiada, ale za bufetem nie widać”. Wywołało to nową awanturę zakończoną wezwaniem Pogotowia, ale odtąd lokal, dawniej nazywany „Pod Aniołkiem”, zdobył nową, błyskawicznie zaakceptowaną przez Krzywe Koło, Nowomiejską, Freta i obydwa Dunaje, nie licząc, rzecz prosta, Zapiecka, firmę: „Pod Minogą”. Pani Serafina Aniołkowa mimo „mizernej urody” obdarzona była przez naturę niezwykle metalicznym, donośnym głosem, którym umiała należycie władać, oraz temperamentem, nad którym nie życzyła sobie zbytnio panować. Te cechy sprawiały, że pan Konstanty był właścicielem przedsiębiorstwa tylko de nomine, na szyldzie. Twarde rządy w domu i w interesie sprawowała jego małżonka. Powyższy układ stosunków politycznych w restauracji spowodował wykluczenie minóg raz na zawsze z menu zakładu. Oczywiście dopomogło to raczej do utrwalenia wśród klientów nowej nazwy firmy. Pan Aniołek protestował przeciwko tej nomenklaturze dość słabo i tylko kiedy żona słyszała, a i wówczas pozwalał sobie na lekkie przymrużenie oka”. Wiech, Cafe „Pod Minogą”.

No… wypada zrobić. Wypatroszyć i delikatnie, posolić. Obsamżyć w panierce, lub tylko mące i zalać zalewą octową. Poukładać w słoju i podawać jako wspomnienie…

Małgorzata Kalicińska

Od redakcji: Z powodu przejedzenia minogami zmarli prawdopodobnie: król Anglii Henryk I Beauclerc i Amalryk z Lusignan, tytularny król Jerozolimy i król Cypru (w 1205 r.) – pl.wikipedia.org Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Śledzie marynowane na sposób minogów. Wymoczyć śledzie przez 36 godzin, poucinać głowy i za ogony nitką uwiązać, żeby obciekły, na 12 godzin. Wtedy nalać na patelnię oliwy i smażyć z lekka na obie strony. Włożyć na salaterkę, przesypać pieprzem i angielskiém zielem tłuczoném, przełożyć plasterkami cytryny i zalać przegotowanym ostudzonym octem, dodając oliwę z patelni”. Fot: www.post-gazette.com

 

Dodaj komentarz