Lanckorona od kuchni

Lanckorona od kuchni

Dziś robimy wam apetyt na Lanckoronę. Dla wszystkich fanów miasteczka Aniołów przygotowaliśmy mini przewodnik kulinarny. Zaglądamy do kawiarni, restauracji, piekarni i sklepów w rynku.

Do Lanckorony najlepiej wpaść w poniedziałek i zostać od czwartku. W piątek miasteczko zastawią turyści z Krakowa i całej Polski. Wysiadamy w rynku. Bus z Krakowa zatrzymuje się na w samym sercu miasteczka. Samochód, gdzie popadnie. Na wprost szereg domów, na środku stoliki Cafe Pensjonat. Po prawej najpiękniejsze domy i wzdłuż nich warto zacząć spacer, żeby dojść na kawę, pitą przy stoliku, wprost na chodniku. A widok na góry – bajko ty moja.

Cafe Pensjonat

Wnętrze klimatyczne bardzo, dużo rysunków Kazimierza Wiśniaka. Korytarz prowadzący do środka – jeszcze bardziej klimatyczny, dziewczyny za barek przesympatyczne. Co można zamówić? Lanckorońskie tapas (chleb ze smalcem), hiszpańskie tapas – koniecznie tortilla espanola. Poszła na pierwszy ogień pierwszego dnia. Ponieważ porcja jest bardzo duża (20 zł) – zamówiłem połowę. Doskonałe ziemniaki otulone pierzynką z jajek, przyprawy. Jajka lekko ścięte, wolałbym bardzie wypieczone – ale tak przepis ustawił Jose Lopez Niebla – ekspert od kuchni hiszpańskiej. Każdego dnia gotuje się tu inna zupa (6-8 zł). Kiedy byłem tu jesienią, zajadałem się zupą z soczewicy. Teraz – serowo – cebulową z makaronem. Wizytówką lokalu są pierogi. Akurat ruskich nie było. Zamówiłem zachwalane z mięsem. Ciasto pycha, farsz takoż, ale najlepsze skwarki z podwędzanej słoniny. za 16 zł jest 10 pierogów na talerzu. Ale jeszcze lepsze są pierogi z jagodami (16 zł). Za pierwszym razem dostałem je polane śmietaną z utartym cukrem, dobre, ale zostałem skazany ba bardzo słodki smak. Za drugim razem zamówiłem je z kwaśną śmietaną – cukier dozowałem sam – to była dobra decyzja. Wielbiciele piwa docenią Brackie Mastne z beczki. Z Browaru Zamkowego w Cieszynie. Warzone z z czterech rodzajów słodów, trzech jęczmiennych: pilzneńskiego, monachijskiego i karmelowego oraz ze słodu pszenicznego. A wracając do jedzenia, tu nawet zwykłe placki ziemniaczane ze śmietaną (12 zł) smakują nadzwyczajnie. No i te widoki. Można siedzieć przy stoliku godzinami i chłonąć Lanckoronę, w tle góry.

Cafe Arka

Kiedy już nacieszę się widokami – idę do Arki. Na dobrą kawę. Na przednówku otwierają tu tylko w sobotę i niedzielę. Kawiarnia mieści się w zabytkowej chałupie, można wygrzewać się przy stoliczkach przy wejściu – z tyłu jest ogród z ławkami, rzeźbami i resztką owocowego sadu. Muszą tu mieć znakomite ciasta do dobrych herbat – bo to schodzi przede wszystkim. Ale w karcie można wypatrzyć pierogi. Delikatne ruskie w cenie bodajże 12 zł są polane masłem i posypane pietruszką. To złożenie przypadło mi do gustu. Za drugim razem podeszłem do pierogów ze szpinakiem – były dobre, ale sos do nich wczorajszy, najlepsze miał już za sobą. I choć pierogi podawane są na pięknej ceramice, to skwaśniały smak owego sosu – schłodził moje zapędy. Następnym razem skupię się na kontemplacji białego piwa Obolon – i nic ponadto.

Sernik z piekarni

Wracając na rynek – obowiązkowo zajrzyjcie do rodzinnej piekarni Rafała Siwka. 3 rodzaje obwarzanków i bułki wodne – pycha. Ale najpiękniejszy moment jest wtedy, kiedy z pieca wychodzą blaszki z szarotką i sernikiem. Trzeba zaczekać pół godziny, pogwarzyć z panią za ladą, schrupać obwarzanka, wyjrzeć na ulicę, wrócić i kupić kawał sernika. 1/3 blachy wychodzi około 18 zł. Trzeba to umiejętnie spakować, do plecaka i na kwaterę. W mym przypadku – zawsze do Willa Bajka – wyjąć z plecaka, odczekać, ukroić kawał i wyłożyć na talerz, zasiąść na tarasie i…

Restauracja i pizzeria Verona Przy ul. Krakowskiej

W sezonie nie sposób tam znaleźć miejsce. W karcie tradycyjne jadło oraz pizze. Mam do pizzy słabość – w Veronie najbardziej smakuje mi z 4 rodzajami sera. Pizza jest dobra, ciasto cienkie, sery dobre. Ale najlepsze są włoskie oliwy smakowe, które w kilku rodzajach stoją przy barze. Do średniej Quatro Formaggi (42 centymetry i 25 zł) warto dobrać sobie 4 rodzaje oliwy. I wtedy zaczyna się jazda. Coś pięknego.

Jedzenie ze sklepu

Tuż obok Cafe Pensjonat mieści się Sklep Wiejski. W środku – jak u przedwojennego rzeźnika. Świeże mieso. Za ladą pan Tadek, co zna się na rzeczy. A to ukroi schab z kostką, a to ciachnie kawał wołowiny z kostką. Jest tu duży wybór wędlin, w tym cienkich kiełbas. Ceny powyżej 20 za kg – kiełbasy za pierwszym razem smakują bardzo, ale – są za słone. Z drugiej strony Cafe Pensjonat – Sklep GS – mydło i powidło – na wprost w chłodniczej ladzie wędliny i mięso, które w zadumie czekają na klienta. A klient kupuje w Wiejskim. Przy bocznej pierze rynku (tej prowadzącej do kościoła) – są jeszcze dwa sklepy. Na środku spore delikatesy – w jednej części wina, wódki, piwa, soki – w drugiej – spożywka. Zapolujcie tu na kwadratowe bułeczki, których ciasto ma w sobie kawałki boczku lub kiełbasy. Pycha same – na ławeczce smakują bosko – z kubkiem śmietany – to już pełny obiad. Poniżej jeszcze jeden sklep – rozległy – sporo warzyw, owoców, wędliny zastygłe w smutku. Panowie, zbierający na ćwiartkę schludni i mili. Za 2 złote można posłuchać lanckorońskich opowieści. A to, że Wojciech Pszoniak sprzedał chałupę, ktoś kupił i Górale z Nowego Targu ino mig ją rozbudowują i kryją gontem, a to że wyżej ślisko i jak się nie wypije, to strach wracać do domu. Bajka kończy się w piątek, kiedy Lanckoronę obsiadają turyści. Trzeba stolik zająć rano. W bonusie do kawy są głośne dysputy. – Widzisz, mówiłam, że słońca nie będzie, po co było jechać z Krakowa – mówi Pani do Pana. Pan: Zobaczysz wyjdzie. Pani: Nie wyjdzie. Wyszło. Za 20 minut Pani do Pana. Płać, jedziemy. Czemu? Pani: Słońce mnie razi, gorąco…

Waldemar Sulisz

 

 

Dodaj komentarz