Jesień, a więc prośnianki

Jesień, a więc prośnianki

Znikają z talerza, zanim fotograf zdąży! Przepis na pyszne pierogi. Na Mazurach prośnianki, na Mazowszu gąski. 
Niby taki marny grzybek, żaden to prawdziwek, czy rydz, a taki sobie Kopciuszek wśród grzybów.

Gdy mieszkałam na Mazurach Pani Zofia robiła rosół na prośniankach. Taki grzybny inaczej, lekki i delikatny. Można robić z nich wiele rzeczy – kisić, solić, marynować, dusić, robić zupę i …surówkę.

Ja pomyślałam o pierogach.
 Prośnianki posiekałam drobno i wrzuciłam na patelnię. 
Na niej już się zeszkliła podłużna cebulka – odmiana szalotki, z ząbkiem czosnku rumienione na gęsim smalcu. Ach… ostatnie kapki, więc jutro powinnam do sklepu po mrożony gęsi tłuszcz. Pisałam o nim. To NAJzdrowszy tłuszcz zwierzęcy. Pyszny! Nazywany „żydowską oliwą”.

Prośnianki, zwłaszcza umyte (a moje były strasznie upaćkane ziemią i igliwiem po deszczach) są mokre jak gąbka, więc powinny odparować. Oczywiście nie podlewane niczym – same się kąpią we własnym sosie. Obok, w garnuszku ugotowałam dwa spore, skrobiowe ziemniaki w ćwiartkach. 
Odparowane prośnianki jeszcze nadal mocno wilgotne, posypane leciuśko solą i pieprzem ziołowym, duszące się z liściem laurowym i pieprzem mieszam z tymi ziemniaczkami przeciśniętymi przez praskę. Żeby farsz był bardziej ….”w kupie”. 
I już.

Teraz tylko ciasto z jajkami (!) semoliną pół na pół z polską mąką pszenną „ z płatkiem” czyli z dodatkiem mielonych łupinek i z ciepłą wodą. Mąki jakieś pół kilo, jajka dwa. Poskąpiłam? No, może…

Małgorzata Kalicińska


Dodaj komentarz