Jadwiga lubiła poziomki

Jadwiga lubiła poziomki

Jagiełło gustował w pierogach z serem. Potrawy kuchni staropolskiej przyprawiano bardzo ostro. Używano dużo przypraw i ziół.

Z uprawianych w Polsce można wymienić majeranek, cząber, kminek, koper, bazylię i chrzan, a ze sprowadzanych „korzeni” – pieprz, gałkę muszkatołową, cynamon, imbir, anyż, goździki, szafran.

Oczywiście stoły magnackie, bogatsze szlacheckie i lepiej sytuowanych mieszczan były bardziej wykwintne pod względem jakości potraw, większej ilości spożywanego mięsa, przypraw, a także używania “wschodnich” surowców – ryżu, pomarańczy, limonek, rodzynek, migdałów, fig. Starano się urozmaicać potrawy warzywami, choć wprowadzone przez królową Bonę sałata i kalafiory gościły jedynie na dworach królewskim i magnackich. Jeszcze przez jakiś czas nie cieszyły się popularnością, a i nie wszystkich było stać na takie rarytasy. Jadano przede wszystkim różnego rodzaju kasze, okraszane tłuszczem, podawane jako dodatek do mięs wykorzystywane do przyrządzania polewek, czyli zup. Przyrządzane w różny sposób miały zapewnić uczucie sytości. Ogólnie “tłustość” potraw była synonimem ich dobrego smaku i dostatku. Czasami gotowano rosół na różnych mięsach. Mięso spożywano stosunkowo rzadko, przede wszystkim jako pieczyste, z dodatkiem zawiesistych sosów, ciemnych i jasnych. Była to wieprzowina, baranina, cielęcina, drób, rzadziej w mieście dziczyzna. Jadano duże ilości ryb. Były to głównie ryby słodkowodne, łatwiej dostępne, a przez to i tańsze, ale spotykamy też solone ryby i śledzie.

Lubelskie zapisy dostarczają informacji o ucztach wydawanych na przyjęcie przybywających do miasta żołnierzy. Spotykamy wśród tych produktów mięso cielęce, ryby, migdały, pomarańcze, limonki, rodzynki. Można domniemywać, że te mięsa i ryby przyprawiano na słodko. W inwentarzach lubelskich mieszczan spotykamy informacje o krupach, czyli kaszach, które trzymano w spiżarniach i przekazywano legatem na potrzeby pensjonariuszy lubelskich szpitali, maśle w faskach, połciach sadła. Z tak stosunkowo nielicznych i niepełnych informacji nie można wnioskować o menu lubelskich mieszczan.

Wiadomo natomiast, że w Lublinie pracowali piernikarze i cukiernicy, piekarze, co pozwala przypuszczać, że prócz chleba jadano słodkie ciasta i pierniki, których może używano też do zagęszczania sosów. “Małe co nieco” można powiedzieć o przyrządzanych potrawach na podstawie naczyń kuchennych wymienianych w inwentarzach. Występują wśród nich różnego rodzaju panwie i panewki, rondle, rynki, patelle służące do przyrządzania mięs i ryb. Jedzenie, trzeba to wyraźnie powiedzieć, nie było zbytnio urozmaicone. Nie zaspokajało też podstawowych potrzeb organizmu. Starano się uzupełnić braki pokarmami, które miały przeciwdziałać różnym chorobom. Jadano np. dość duże ilości kapusty, w tym kiszonej, cebuli i czosnku. Trawieniu tłustych potraw, a tłuste jadło było znakiem zamożności i dobrego smaku potrawy, miały pomagać przyprawy, nadające ostrości. Krowy hodowano przede wszystkim dla mleka, z którego sporządzano masło i ser. Z warzyw, oprócz wspomnianej kapusty, spożywano ogórki, w tym kiszone, marchew, pasternak, groch i fasolę. W inwentarzu zamku lubelskiego z 1564 roku mamy wiadomość o przechowywanych w spiżarni mięsach, słoninie, roślinach strączkowych, kaszach. Jadano również owoce – jabłka, śliwki, wiśnie, jagody, gruszki. Mieszkańcy Lublina w swoich posiadłościach poza miastem hodowali bydło i trzodę chlewną, barany, różnego rodzaju drób, w tym indyki, mieli też sady, maliniaki i jeżyniaki oraz ogrody warzywne.

Pewne informacje o pokarmach na stole królewskim mamy dzięki zachowanym rachunkom dworu. Jako przykład możemy przytoczyć spisy produktów używanych do przyrządzania posiłków na dworze Jadwigi i Jagiełły. Jadano tam raki, mięsa pieczone, smażone i gotowane – wołowinę, wieprzowinę, baraninę, drób – kury i gęsi, cietrzewie i przepiórki, czasem nadziewane, np. gruszkami, chleb przede wszystkim razowy, ale i taki z otrębami oraz pieczywo białe – bułki, rogale, obwarzanki. Podawano też flaki, rodzaj bigosu (kapustę słodką lub kiszoną z wieprzowiną), galarety z mięs i ryb, spożywanych też jako wędzone, smażone, gotowane, suszone. Dużych ilości dziczyzny dostarczały polowania. Warzywa na dworze królewskim były takie jak na stołach uboższych – wspomniana kapusta, słodka i kiszona, biała i czerwona, cebula, pietruszka, soczewica, marchew, buraki, pasternak, rzodkiew, chrzan, czosnek, por, koper, gorczyca, ogórki, w tym także kiszone, groch, a zielony groszek podawano jako deser. Powodzeniem cieszyły się też owoce, w tym oprócz wymienionych – brzoskwinie, Jadwiga chętnie jadała poziomki. Jako deser można traktować podawany królowej ryż na mleku z migdałami. Z owoców przyrządzano konfitury, powidła, służące do wypieku ciast. Pieczono także placki z serem na spodzie, placki z jabłkami i śliwkami, serniki na spodzie. Jadano kisiel. Jagiełło gustował w pierogach z serem. Desery, czyli cukry, zdobiono złotem. Wewnątrz umieszczano zioła odświeżające oddech. Popijano to wszystko piwem, ale jęczmiennym, różnym w smaku od współczesnego. Używano też maku, szafranu, anyżu, rodzynek, cynamonu, goździków, fig, pieprzu, migdałów. Swoją drogą ciekawe, jak smakowały tamte potrawy, przyrządzane z mięs zwierząt innych niż dzisiaj ras, inaczej karmionych, dania gotowane na innej wodzie i na wolnym często ogniu, na drewnie, inaczej doprawiane, z jarzynami z zupełnie innych upraw.

Grażyna Jakimińska

 

Dodaj komentarz