Wege Japche

Wege Japche

Japche z niby kurczakiem, bez kurczaka. 

Japche to bardzo lubiane danie „z patelni” kuchni koreańskiej. Spotykane wszędzie – w domach, w knajpkach i na ulicy. Kuchnia azjatycka słynie z makaronów i ryżu „stir fry” – szybko się to robi, jest kolorowe i pyszne.
 To danie bez problemu do zrobienia w Polsce, bo mamy pod ręką to, co potrzebne i nawet nie potrzebujemy szukać azjatyckiego sklepu. Wszystko znajdzie się w pobliskim markecie – tak sądzę. Jako, że poproszono mnie o wersję wege, proszę bardzo – jest wersja wege.

Potrzebujemy warzyw:
- marchew
- cukinia
- cebula
- czosnek
- papryka żółta i czerwona (kolory!)
- opcjonalnie kawałeczki brokuła
- bakłażan (opcjonalnie kawałki „mięsa’ sojowego udającego kurczaka) 
- pieczarki albo inne (shitake, boczniak, łuskwiak czy enoki, w sezonie kurki albo podrzybki – co tam gosposia ma)
. Potrzebujemy też:
- makaronu ze słodkich ziemniaków, albo z fasoli, czy każdego przezroczystego. – olej do smażenia (najlepszy jest polski rzepakowy, w Korei używa się obecnie słonecznikowego) 
- sos sojowy (ja wolę jasny)
 – olej sezamowy do smaku (nie wolno na nim smażyć!)
 – sól, cukier, pieprz do smaku
 – cytryna albo ocet jabłkowy dla zaostrzenia sosu.

Zaczynamy od pokrojenia w zwykłe 1 cm plastry BAKŁAŻANA. 
Plastry kroimy w grube paski, jak …kurczaka. Lekko solimy, niech puści sok, który po pół godzinie spłukujemy. 
Warzywa ( z wyjątkiem grzybów) kroimy w zapałkę, i każde osobno lekko obsmażamy i podduszamy (ja lubię na półchrupiąco) na patelni lekko maźniętej olejem. Wystarczy doprawdy kilka kropel oleju, albo mazanie patelki pędzlem silikonowym) i do miski.

 

Grzyby kroimy w większe kawałki. Bakłażana skrapiamy jasnym sosem sojowym i odstawiamy (bakłażan w sosie ma smak umami)
. Robimy sos do całości. Do miseczki (kubeczka wlewamy niewielka filiżankę sosu sojowego (jeśli za słony to dodajemy ciut wody), kilka kropel oleju sezamowego, sól, cukier i pieprz do smaku i smak łamiemy cytryną lub octem jabłkowym, dorzucamy zgnieciony ząbek czosnku.

Osobno obsmażamy grzyby (grzyby to też smak umami). 
Zmiękczamy makaron wrzątkiem. Podwaja objętość, więc trzeba uważać. Gdy jest już miękki, ja przecinam go w kilku miejscach nożyczkami, żeby się nitki aż tak nie kłębiły. 
I teraz na sporą patelnię typu WOK (chyba że wszystko robiliśmy na WOK-u), znów odrobina oleju, pokrojona w piórka cebula do zeszklenia i bakłażan.

Natychmiast po tym, jak bakłażan zmięknie, wrzucamy makaron. Skrapiamy go sosem dość obficie, ale nie żeby w nim pływał. I resztę warzyw, grzyby ( i opcjonalnie namoczone w jasnym sosie z wodą „mięso” sojowe) też.
 Mieszamy wszystko i lekko podduszamy kilka minut, aż się połączą ze sobą składniki. Ma być kolorowo i gęsto.
 Podajemy posypane dymką.

. PS – Jednak nie miałam makaronu nitki  z ryżu, soi, fasoli czy batata wcale, miałam ryżowe, chińskie kwadraciki a’la nasze łazanki, więc tak “złamałam” przepis podstawowy. Na zdjęciu – moje łazankowe japche z kurczakiem (jednak, bo ja nie jestem wege 🙂)

Małgorzata Kalicińska

Dodaj komentarz