Uspokajająca nalewka na orzechach laskowych

Dziś coś dla nerwusków takich jak ja − USPOKAJAJĄCA NALEWKA NA ORZECHACH LASKOWYCH. Robię tę nalewkę pierwszy raz, ale chętnie się podzielę spostrzeżeniami, tym bardziej że kilku osobom się chwaliłam o swoich planach i kilka zaciekawiłam. Przymierzałam się już do niej w zeszłym roku, ale przegapiłam najlepszy moment − w tym roku jestem jednak zdeterminowana. I na dodatek zostałam obdarowana orzechami, więc już nic mi nie powinno stanąć na drodze do osiągnięcia spokoju − i to stoickiego. Nie bez powodu pojawiła się tu ta aluzja do jednej ze starożytnych szkół filozoficznych − leszczyna w wielu kulturach uważana była bowiem za symbol mądrości. Kto odżywiał się jej owocami − orzechami laskowymi − przejmował mądrość tego drzewa. Ten motyw można odnaleźć na przykład w podaniach celtyckich, a później irlandzkich. Pojawia się w nich staw, nad brzegiem którego rosły święte leszczyny. Wpadające do wody dojrzałe orzechy stawały się pokarmem pływających tam łososi, które w ten sposób zjadały przy okazji wszystkie rozumy, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. (Jestem ciekawa, co na to współcześni wędkarze ☺ A z leszczynowych pędów robiono kiedyś wędki.) „W baśniach [podaniach] śpią prawdziwe dzieje” − orzechy laskowe to rzeczywiście pokarm dla mózgu. Jest to z pewnością zasługa wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (które przy okazji obniżają poziom cholesterolu, a także wspomagają pracę serca i ogólnie układ krwionośny oraz nerwowy), magnezu, wapnia, potasu, fosforu i żelaza (ten ostatni wraz z obecną także w orzechach miedzią przeciwdziałają anemii). Jak by tego było mało, dzięki dużej zawartości witaminy E oraz kwasu foliowego orzechy laskowe pomagają utrzymać młodość. Co jeszcze? Orzechy laskowe mają niski indeks glukemiczny, a przy tym są źródłem łatwo strawnego białka i węglowodanów. Dzięki takiemu bogactwu składników odżywczych (dodajmy jeszcze cynk, witaminy z grupy B, C) są szczególnie polecane rekonwalescentom, osobom wyczerpanym nerwowo, intensywnie pracującym umysłowo, kobietom planującym ciążę, dzieciom i osobom starszym, a także osobom chorującym na cukrzycę i mającym kłopoty z nerkami. Przejdźmy do samej nalewki ☺ Wykorzystałam do niej prawie 2 kg orzechów laskowych w skorupach i łupinach − po wyłuskaniu i zdarciu skórek zostało zaledwie... 0,5 kg samych jąder. Ważne jest, aby orzechy były jak najbardziej świeże i do momentu rozpoczęcia prac pozostawały w zielonych łupinach − łatwo wówczas schodzi skórka, a orzechy pozostają wilgotne. Należy je drobno posiekać (a ja po prostu rozbijałam je przez folię tłuczkiem − o wiele szybciej poszło ☺). Taką ilość orzechów (zajęły ¾ słoja) zalałam litrem spirytusu 70-procentowego. Słój powędrował na parapet i będzie tam stał przez miesiąc. Na szczęście zaczyna być znowu słonecznie, więc wszystko jest na dobrej drodze do osiągnięcia spokojności ☺ To, co mnie zaskoczyło, to zapach nalewu − nieziemski po prostu! Coś mi przypomina, ale jeszcze nie rozgryzłam tego orzecha, więc wciąż zachodzę w głowę co ☺ Na pewno coś z dzieciństwa... i już samo to jest kojące. Po miesiącu nalew zlewa się znad orzechów (świetnie nadadzą się do keksa) i dodaje 6 goździków, kawałek cynamonu (jeśli ktoś akurat był na warsztatach nalewkowych Hieronim Błażejaka, to powinien pamiętać, że z tymi przyprawami należy postępować ostrożnie, bo cały czas pracują w trakcie leżakowania − zastanowię się więc, czy i w jakiej ilości je dodam) oraz cienko obraną skórkę z pomarańczy. Nalew znowu powinien swoje odstać − tym razem tydzień. Po tym czasie należy przyrządzić syrop: zagotować 0,25 l wody z 0,25 kg cukru i do gorącego (aczkolwiek nie wrzątku) wlać nalew; a (zakręcone/zamknięte) naczynie z nalewem wstawić od razu do zimnej wody, aby przyspieszyć stygnięcie. Nalewka powinna dojrzewać pół roku − taka jest cena spokoju ☺ Iwona Witt-Czuprzyńska, fot. www.e-ogrody.pl Wart zajrzeć: Na początku było drzewo, Baobab, Warszawa 2011.