Tylko u nas. Panna Apteczkowa doradzi, uzdrowi, utuli

Lato w tym roku do samego końca nie dało o sobie zapomnieć, rozpieszczając nas słoneczkiem i wysokimi temperaturami. Ale kalendarzowa jesień już trwa i oprócz pięknych kolorów ze swojej palety żywych barw, przeplatanych nitkami babiego lata niesie ze sobą także dni dżdżyste i coraz zimniejsze. Warto się na nie przygotować (a zwłaszcza skutki, które ze sobą niosą), korzystając z bogactwa darów pani Natury i odświeżając pamięć o starych sposobach naszych babć. lipaABY SIĘ NIE DAĆ, CZYLI WSPIERAJĄC UKŁAD ODPORNOŚCIOWY Owoce późnego lata oraz jesieni są bardzo bogate w witaminy i związki, które wspierają naszą odporność. Dobrze jest więc zaopatrzyć się w przetwory domowe z takich właśnie owoców. W mojej „spiżarni” nie może zabraknąć dżemów ani soków/syropów przede wszystkim z czarnej porzeczki, malin, aronii, czarnego bzu, pigwowca, rokitnika, w miarę możliwości z żurawiny (która świetnie hartuje pęcherz moczowy, podobnie jak napar i syrop z kwiatów czarnego bzu). O wyższości własnych przetworów nad przemysłowymi nie trzeba chyba nikogo przekonywać – ale warto niezmiennie podkreślać: to my sami kontrolujemy, aby w naszych zapasach nie przeważał cukier nad owocami, by nie znalazły się w nich niepożądane dodatki, typu sztuczne konserwanty, aspartam, polepszacze smaku o różnych numerach stojących po literze E. Dodatek świeżego soku z cytryny i domowa pasteryzacja w zupełności uchroni przed zepsuciem nasze dobra zamknięte w słoikach i butelkach. Do tego domowe syropy w roli „słodzika” do herbaty są lepszą alternatywą dla cukru, a nawet – uwaga! gdy chodzi o czarną herbatę – cytryny. Liście herbaty i cytryna to niefortunne połączenie, dlatego że nieprzyswajalny przez organizm ludzki glin zawarty w liściach herbaty pod wpływem cytryny wiąże się w cytrynian glinu, a ten już łatwo przyswajalny związek staje się niebezpieczny dla organizmu, zwłaszcza gdy dotrze do mózgu (sprzyja chorobie Alzheimera). Warto też zadbać, by w naszych zasobach znalazły się suszone liście, kwiaty i owoce, z których będziemy mogli robić napary, zaparzać owocowo-ziołowe herbatki, podnoszące naszą odporność. Prym wiedzie tutaj niewątpliwie jeżówka (echinacea), a także przebogate w witaminę C owoce dzikiej róży (rosa canina) i kwiaty hibiskusa czy liście czarnej porzeczki, malin. To są moje ulubione (obok kwiatostanu i owoców głogu) składniki mieszanek, z których przyrządzam imbryk pysznej herbaty. Zmiana pory roku oznacza też zmianę w jadłospisie. Gdy zaczyna być zimno, przestawiam się na jedzenie rozgrzewające, czyli na stół wjeżdża dynia, kasza jaglana i gryczana, soczewica, miód, chrzan, chili, imbir, czosnek, cynamon itp. (na marginesie dodam, że tak preferowane w jesienno-zimowej porze grejpfruty, pomarańcze, mandarynki mają akurat odwrotne działanie – wychładzają organizm, dlatego są świetne na upały; logiczne: w końcu przecież rosną w tzw. ciepłych krajach). A wieczorami nie zaszkodzi, a wręcz pomoże kieliszeczek pysznej nalewkiaroniówki, pigwowcówki, cytrynówki itd. – co kto lubi, byle nie przekroczyć dawki cura salutisjabko GDY ZACZYNA „COŚ BRAĆ” Gdy zaczynam czuć się niewyraźnie – czuję drapanie w gardle, łamanie w kościach i mięśniach czy łypanie w głowie – idę… spać owinięta szczelnie puchową kołderką ☺ No dobra, nie zawsze jest tak idealnie, że mogę zostać w domu, zamiast pójść do pracy. Ale i wtedy sięgam po domowe środki zaradcze. Przede wszystkim przyjmuję dużo płynów (gdybym napisała: „dużo piję”, mogłabym zostać źle zrozumiana ;)) – oprócz wspomnianych mieszanek ziołowo-kwiatowych, soków, piję także wodę z cytryną niepozbawioną skórki (okazuje się, że w skórce i aldebo jest 10 razy więcej witaminy C niż w soku, a do tego to w skórce znajdują się olejki lotne i witamina P, czyli rutyna, która uszczelnia naczynka włosowate). Na drapanie w gardle pomaga mi następująca miksturka do płukania: do szklanki ciepłej wody dodaję łyżeczkę soli kuchennej i łyżeczkę wody utlenionej. Na szczęście nie jestem uczulona na salicylany, więc z bólem głowy i kości rozprawiam się za pomocą naparu z kory wierzbówki, który można uznać za naturalną aspirynę, działającą przeciwbólowo. A na obiadek niezastąpiony jest rosołek drobiowo-wołowy albo z samej gęsi. Ma właściwości rozgrzewające, a wchłaniane w trakcie jedzenia olejki eteryczne ułatwiają oddychanie, wręcz poprawiają funkcjonowanie śluzówki nosa, która jest naturalną barierą dla wirusów i bakterii. Warto taką zupę podrasować kawałkiem imbiru, bulwą trawy cytrynowej (która ma również właściwości bakteriobójcze i antygrzybicze) oraz papryczką chili (która dzięki zawartej w niej kapsaicynie ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbólowe, a nawet antyrakotwórcze). Bez wątpienia najważniejsze jest jednak, aby dobrze się wygrzać w łóżeczku. Mam zaufanie do swojego organizmu, dlatego pozwalam mu samemu rozprawić się z pojawiającą się infekcją, zwłaszcza wirusową. Stan podgorączkowy czy nawet gorączka są dla mnie sygnałem, że organizm podjął walkę, dlatego nie zbijam gorączki ibuprofenem ani paracetamolem, bo po co? Francuski profesor André Lwoff, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny z 1965 roku, dokonał odkrycia, w jaki sposób gorączka oddziałuje na wirusy, i ogłosił to środowisku medycznemu. Do opisania tego naturalnego mechanizmu samoobrony posłużę się po prostu cytatem: W momencie zaatakowania komórki przez wirusa wydziela ona substancje powodujące obrzęk ścian otaczających ją naczyń krwionośnych. Krew płynie tam wtedy wolniej, gromadzi się w miejscu infekcji, pozwalając białym krwinkom (leukocytom) przekroczyć ściany naczyń krwionośnych i przedostać się do zainfekowanej komórki. Stan zapalny ławo zauważyć – krew gromadzi się w miejscu infekcji, staje się ono czerwone, gorące i bolesne. Jest to jednak dobry znak. Powstały stan zapalny to reakcja obronna organizmu. Zainfekowana komórka otaczana jest milionami białych krwinek. Jest ich tak wiele, że blokują dostęp tlenu. Komórka zaczyna „dusić się” i wytwarza dwutlenek węgla oraz kwas mlekowy. Prowadzi to do zakwaszenia i zahamowania namnażania się wirusów. Wydziela się wtedy dużo ciepła, co również niszczy wirusy. Oczywiście, taka komórka umiera. Rozprzestrzenianie się wirusa jest jednak zatrzymane, co przecież jest najważniejsze. Gdy komórka umiera, białe krwinki giną razem z nią, wydzielając substancje podnoszące temperaturę ciała i wywołujące gorączkę. Ta podwyższona temperatura ciała zabija pozostałe wirusy obecne w innych częściach organizmu. Strategia obronna naszego ciała działa zatem na dwa sposoby – poprzez podniesienie temperatury wokół chorej komórki oraz temperatury ogólnej całego ciała – stąd gorączka. Obie reakcje przyczyniają się do zatrzymania infekcji wirusowej. Dla mnie najgorsze infekcje to te przebiegające bezgorączkowo, bo to oznacza, że organizm nie walczy, jest osłabiony. Ja muszę wypocić, „ugotować” wirusa, więc zamiast zbijać gorączkę, przed snem wypijam ciepły napar z kawiatostanu lipy albo z kwiatów czarnego bzu, który działa napotnie – i profilaktycznie kładę koło łóżka koszulki na zmianę, bo bywa, że w ciągu nocy budzę się 2–3 razy cała mokra. Za to rano jestem jak nowo narodzona ☺ ok GDY DOKUCZA KASZEL Kaszel bywa niezwykle uciążliwy, w dodatku potrafi męczyć wyjątkowo długo. Dlatego gdy tylko pojawiają się u mnie objawy kaszlu, dosłownie duszę je w zarodku. Każdy odruch kasłania zapijam wodą z moim supersyropem, który sporządzam z owoców kaliny. Zawarte w niej kumaryny działają na mięśnie gładkie, powodując rozkurczanie – z tego też powodu kalina pomaga nam, kobietom, w łagodzeniu bólu menstruacyjnego. Z tego też powodu nie można nadużywać przetworów z tego owocu. Mnie wystarczy 1 dzień, góra 2, by syrop zadziałał. Kalina zawiera trujące saponiny, dlatego powinna być zbierana po przymrozkach albo po prostu przemrażana w zamrażalniku lub poddana obróbce termicznej – dzięki takiemu zabiegowi traci swe „niestrawne” właściwości. Przemrożone kulki kaliny zasypuję cukrem – tyle, ile przyjmą owoce, i czekam aż zbierze się syrop. Przechowuję go bez pasteryzowania w lodówce (w temperaturze 4°C). Z pozostałych owoców z dodatkiem jabłka robię dżemik. Przygotowywaniu przetworów z kaliny towarzyszy niestety specyficzny zapach, na który źle reagują zwłaszcza mężczyźni. Niektórym przypomina woń… starej skarpety – i jest to dość łagodne określenie w porównaniu z tym, którego użył mój Małżonek ☺ Na kobiety zapach kaliny jakoś działa mniej odstraszająco, bo my wiemy, że to nasza przyjaciółka ☺ Dobrym sposobem (znam go od swojej Babci, ale wiem, że kiedyś był to sposób powszechnie stosowany, przynajmniej na Pomorzu i Kujawach) na rozluźnienie odczuwanej ciężkości na piersiach jest też posmarowanie przed snem klatki piersiowej smalcem gęsim – to nas rozgrzeje i pozwoli usunąć śluz zalegający w oskrzelach. Warto się też natrzeć ciepłym olejem z czarnuszki. Ona również ułatwia oddychanie, także przy astmie, a to dzięki zawartemu w jej oleju nigellonowi, który ma zdolność rozszerzania oskrzeli; dlatego warto ten olej pić (pół łyżeczki 3 razy dziennie) i to nie tylko przy kaszlu. Od czasów starożytnych roślina ta była znana Egipcjanom (butelkę oleju czarnuszki znaleziono w grobie Tutanchamona) – to naturalny antybiotyk, który potrafi rozprawić się nie tylko z drobnymi infekcjami bakteryjnymi, ale także z Helicobakter pylori i gronkowcem. Okazuje się także skutecznym środkiem przeciwzapalnym w chorobach autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów. To także zbawienie dla cukrzyków – olej z czarnuszki poprawia bowiem wrażliwość organizmu na insulinę i zwiększa poziom stężenia insuliny we krwi (obniża za to poziom cukru we krwi). Ta roślina to prawdziwy skarb o różnorodnym dobroczynnym działaniu (np. wzmacnia system immunologiczny, reguluje działanie układu trawiennego, niszczy komórki nowotworowe), o czym wiedział nie tylko Tutanchamon – prorok Mahomed w swym dziele Hadis napisał, że czarnuszka leczy wszystko oprócz śmierci. Nieodzowna w przypadku kaszlu jest też mała i na pozór niepozorna roślinka rosnąca pospolicie na łąkach i trawnikach – babka (zwłaszcza zwyczajna i lancetowata). To kolejna prawdziwa dobrodziejka, doceniana i przez starożytnych (Dioskorydesa, Pliniusza), i nowożytnych (św. Hildegardę, Trotulę). Dzięki zawartym w liściach śluzom działa łagodząco na błony śluzowe, a także skórę, a dzięki kwasom fenolowym wykazuje działanie antybakteryjne. Chociażby dlatego jest to materiał chętnie wykorzystywany w ziołolecznictwie, na bazie którego sporządza się między innymi maści na opuchlizny, skaleczenia i rany, syropy przeciwkaszlowe. Możemy sami zrobić sobie syrop łagodzący objawy kaszlu: zagotować w litrze wody 100 g liści; po doprowadzeniu do wrzenia gotować na małym ogniu jeszcze 5 minut z dodatkiem 1 kg cukru; w końcu liście odcedzić, a syrop przelać do butelki. Będzie on miał właściwości przeciwkaszlowe i wykrztuśne. Babka – zwłaszcza zwyczajna – jest cennym darem natury, którego właściwości lecznicze świetnie przydają się także w działaniach profilaktycznych. Otóż, pijąc litr dziennie naparu z tego ziela, nie tylko wzmocnimy drogi oddechowe, wyciszymy alergie (dzięki obecnym w niej irydoidom), ale wręcz zregenerujemy oskrzela i płuca, co jest ważne nie tylko dla osób, które mają nawracające napady kaszlu, ale także dla palaczy. Ta skromna roślinka dla osób uzależnionych od nikotyny może stać się prawdziwą przyjaciółką w biedzie, wręcz wybawicielką. A tak mało się o tym mówi. Dlaczego? Podejrzewam, że jest zbyt powszechna (rośnie przecież praktycznie wszędzie, nawet w mieście na trawnikach) i dlatego… za tania. W tym miejscu również zacytuję po prostu fachowy tekst: Uzależnienie od nikotyny to proces złożony, który wpływa na zachowanie osoby palącej. Na początku odstawiania trzeba jak najszybciej wyeliminować nikotynę, ponieważ to toksyna, która jest odpowiedzialna za aktywny program nałogu. Oczyszczające i moczopędne właściwości babki sprzyjają usuwaniu nikotyny przez wątrobę i nerki. Właściwości przeciwkaszlowe i wykrztuśne wspaniale ułatwiają oddychanie i zwiększają dobre samopoczucie, jakie pojawia się po odstawieniu tytoniu. Jednak przede wszystkim chodzi o właściwości wzmacniające połączone z działaniem na elastyczność. Dzięki temu możliwe jest odbudowywanie i regenerowanie płuc uszkodzonych paleniem papierosów. Osobom palącym polecam spożywanie naparów z babki, nawet jeszcze zanim rozpoczną odstawianie tytoniu. Po jakimś czasie będą się lepiej czuły i łatwiej im będzie oddychać. Kiedy poczują się silniejsze i w lepszej formie, łatwiej im będzie uwolnić się od uzależnienia. Babka do tego jest tak towarzyską i bezkonfliktową rośliną, że bez żadnej szkody można ją łączyć z innymi ziołami. Pozostając w temacie kaszlowym, do ziół, które również pomagają uporać się z kaszlem, należą m.in. korzeń prawoślazu, ziele tymianku, owoc kopru włoskiego, korzeń omanu, nagietek, sproszkowany imbir (ten ostatni można dodawać po prostu do herbaty czy kawy). Istnieje wiele gotowych receptur na mieszanki na kaszel, których autorami są wybitni i uznani zielarze, naturopaci (choćby ks. Sroka, ks. Klimuszko). Gdy gardło jest wyschnięte i podrażnione od suchego kaszlu, dobrze jest zagotować sobie ziarna siemienia lnianego – śluzowaty napój podziała niczym balsam na zmaltretowane gardło. Dla tych, którzy nie mogą się zmusić do wypicia takiej miksturki, alternatywą może być rzadki (bardziej do picia) kisiel, najlepiej zrobiony domowym sposobem, a nie kupny – zamiast wody używamy esencjonalnego soku/nektaru domowej roboty (np. żurawinowego albo z pigwowca, lubaszki), a zamiast proszku z torebki dajemy po prostu samą mąkę ziemniaczaną; a sposób przyrządzenia jest analogiczny do kisielu kupnego. Jeszcze innym balsamem na podrażnione gardło jest syrop z cebuli – myślę, że nie tylko ja znam ten sposób na kaszel; kiedyś był on bardzo powszechnie stosowany w domowych warunkach. I jaki prosty – dla przypomnienia: bierze się dużą cebulę, kroi w drobną kosteczkę, zasypuje cukrem (w wersji nowoczesnej, jeszcze zdrowszej: ksylitolem, byle fińskim, bo chińskie podróbki już oczywiście zalewają rynek) i czeka, aż się zbierze syrop (cebulę można zasypywać kilka razy) – taki syrop aplikowała mi Mama w dzieciństwie ☺ Pomocne są oczywiście też i nalewki, choć nie zawsze można sobie pozwolić na ich aplikację w ciągu dnia (jeśli się jest kierowcą) albo gdy zażywa się leki, które mogą wchodzić w interakcje z alkoholem. Na kaszel świetna będzie między innymi nalewka z zielonych szyszek sosnowych i z kaliny. zdrowie NA JESIENNO-ZIMOWE SMUTECZKI Jesienno-zimowa pora oznacza na naszych szerokościach geograficznych krótkie dni, raczej ponurą aurę i zdecydowanie za mało słońca, a to przecież ono (dokładnie promieniowanie ultrafioletowe UVB) jest odpowiedzialne za przekształcenie znajdującego się pod skórą cholesterolu w witaminę D3słońce to naturalne źródło witaminy D3. A dlaczego ta witamina jest tak ważna? Jej niedobór powoduje u noworodków krzywicę, u dorosłych kłopoty z kośćmi, a nawet osteoporozę, oraz depresję (ale ta witamina pomaga także zapobiegać różnym innym dolegliwościom i problemom zdrowotnym oraz leczyć niektóre nowotwory, choroby autoimmunologiczne, w tym stwardnienie rozsiane i cukrzycę typu 1, złamania, infekcje, w tym grypę, katar). Dlatego nam, smutasom z półkuli północnej, już powszechnie się zaleca suplementowanie witaminy D3 (najlepiej w połączeniu z witaminą K2 w formie MK 7) od połowy października do końca marca, gdy długość fali promieniowania słonecznego jest niewystarczająca do syntezy tej witaminy. Nawet więc w najbardziej słoneczne zimowe dni nasz organizm nie wyprodukuje tej witaminy, dlatego że do jej syntezy potrzebna jest konkretna długość fali, tj. 290–315 nm. A zapasy z lata szybko się wyczerpują, zwłaszcza gdy prowadzi się nerwowy tryb życia. Dzienna dawka suplementu powinna zawierać od 1500 do 4000 j.m. witaminy D3 – dawkę określa lekarz po przeprowadzeniu badania krwi. Drugim powodem tendencji do depresji jest niedobór kwasów omega 3. Ten niedobór pojawia się szczególnie u osób, które unikają jedzenia ryb. Najbogatsze w kwasy omega 3 są tłuste ryby morskie, takie jak makrele, śledzie, sardynki (ich przewagą jest też mały rozmiar, dzięki czemu nie pochłaniają tyle szkodliwych metali ciężkich, przede wszystkim rtęci, co na przykład gabarytowo większy tuńczyk), ale także nasze rodzime słodkowodne pstrągi i karpie. Ci więc, którzy nie są w stanie przekonać się do włączenia do swego jadłospisu ryb, powinni pomyśleć o suplementacji kwasów omega 3. W zdrowy sposób można poprawić sobie humor, dostarczając organizmowi po prostu pożywienia bogatego w magnez; będą to na przykład ciemnozielone warzywa i owoce, a także gorzka czekolada (co najmniej 70-procentowa) czy orzechy, zwłaszcza włoskie, ale też laskowe i inne bardziej egzotyczne (byle nie tzw. orzeszki ziemne, które tylko udają orzechy, a tak naprawdę są bulwami, w dodatku nie dostarczają niczego poza kaloriami). Antystresowe i antydepresyjne działanie mają także napary przygotowane z ziół. Ja w okresie jesienno-zimowym sięgam po dziurawca (przyjmując go, pamiętam, by nie eksponować się na słońcu, bo dziurawiec może wywołać plamy na skórze – na jesień i zimę herbatka z dziurawca więc jak znalazł!; pamiętam też, że dziurawiec nie jest towarzyski i wchodzi w interakcje z innymi ziołami i lekami – trzeba czytać ulotki) i mniej znanego, a właściwie nieco zapomnianego różeńca górskiego. Ta druga roślina jest owiana nimbem mistycyzmu i tajemniczości. Starożytni uważali, że powstała z krwi lub szczątków rozszarpanej wątroby Prometeusza, którą sępy poroznosiły po kaukaskich szczytach. To z niego Medea, mityczna czarodziejka, zielarka, córka króla Ajetesa, zrobiła magiczny napój dla Jazona, aby zwyciężył smoka i w rezultacie zdobył złote runo. To dzięki temu napojowi zyskał moc umysłu i mięśni. Również Wikingowie wierzyli, że dzięki różeńcowi zawdzięczają swą siłę i wytrzymałość. Ludzie Kaukazu przypisywali mu zdolność wzmacniania wytrzymałości fizycznej, wspomagania długowieczności i popędu seksualnego (napar podawano nowożeńcom w czasie zaślubin), pamięci i innych zdolności poznawczych. Mało tego, w latach 60. XX wieku w byłym Związku Radziecki prowadzono tajne badania i eksperymenty mające na celu dzięki naturalnym właściwościom różeńca stworzyć cząsteczkę, dzięki której będzie można przemienić najlepszych wojskowych w nadludzi. Badania do dziś mają status „ściśle tajne”… Nieźle, jak na jedną roślinkę, prawda? W każdym razie różeniec górski z pewnością zasłużył sobie na wielki szacunek i zainteresowanie. Został zakwalifikowany do grona roślin adaptogennych, czyli takich, które podnoszą odporność organizmu na agresywne czynniki chemiczne, fizyczne i biologiczne, mają działanie normalizujące (łagodzą brak równowagi wynikający ze stresu lub wtórnych efektów patologicznych zmian, a także zapobiegają jego powstaniu), a w dodatku są w zupełności bezpieczne: w żaden sposób nie zakłócają prawidłowego funkcjonowania organizmu ani nie wpływają na niego w większym stopniu niż potrzeba. Cóż, nic tylko pić magiczny napar z różeńca ☺ Jesień trwa. Za chwilę znowu zmienimy czas – na zimowy. Dni będą coraz krótsze, wieczory dłuższe. To sprzyja jednak poszukiwaniu towarzystwa, a człowiek jest zwierzęciem stadnym – nie warto więc opierać się naturze ☺ Nie ma jak długie rozmowy w dobrym towarzystwie przy kieliszeczku dobrej nalewki, która sama w sobie może stać się ciekawym tematem i pretekstem do niejednych wspomnień. Szeroki uśmiech i szczery śmiech, ruch, zdrowy sen oraz bliskość drugiej osoby, przyjaciół to naturalne i uniwersalne sposoby na zachowanie zdrowia. Inne muszą być konsultowane z lekarzem – opisane przeze mnie osobiste doświadczenia nie mają charakteru konsultacyjnego i w żadnej mierze nie zastąpią wizyty u lekarza specjalisty ☺ Iwona Witt-Czuprzyńska, fot xchng stock Przypisy: 1 http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/zasady-zywienia/Zdrowa-dieta-szkodliwe-polaczenia-potraw-i-skladnikow_35786.html

2 https://hipokrates2012.wordpress.com/2013/09/28/sekret-cytryny-tkwi-w-skorce/

3 Jean-Marc Dupuis, Pozwól gorączce rosnąć, newsletter Poczta Zdrowia z 13 maja 2014.

4 Emilie Olag, Czarnuszka siewna – „wyleczyć wszystko oprócz śmierci”, „Naturalnie Zdrowym Być” marzec 2015.

5 François Couplan, Babka, polna apteczka pierwszej pomocy, „Rośliny & Zdrowie” sierpień 2015.

6 Jean-François Astier, Czego się nie mówi o babce, „Naturalnie Zdrowym Być” sierpień 2015.

7 dr James A. Duke, Księga zdrowia. Ziołowa apteka domowa, Publicat SA, Poznań 2014.

8 Jean-Marc Dupuis, Dobry moment na uzupełnienie witaminy D, newsletter Poczta Zdrowia z 10 lipca 2015.

9 Jean-Marc Dupuis, Ta witamina zmniejsza ryzyko zgonu aż o 77%, newsletter Poczta Zdrowia z 30 marca 2013.

10 Jean-Marc Dupuis, Różeniec górski: złoty korzeń na stalowe nerwy, newsletter Poczta Zdrowia z 10 lutego 2015.