Thai Story

Thai Story

Jest pysznie i drogo. W Lublinie wreszcie otwarto tajską restaurację. Dla mnie bingo, bo tajska kuchnia jest uważana za najlepszą na świecie.

Ceny zbliżają się do warszawskich. Za tradycyjne danie z woka z owocami morza zapłacicie 39 zł. Owoce to 3 ogonki z krewetki plus 3 kawałeczki kalmara. Do tego parę fasolek, parę plasterków marchewki, chili i czosnek. Za to curry wymiata, a deser to petarda. Nowa restauracja otwarła się dokładnie naprzeciwko bocznego wejścia do Teatru Osterwy. Ogródkiem będzie sąsiadować z Trattoria Bagatto, po drugiej stronie – z Incognito. W tym miejscu otwierały się już restauracje. Na przykład Kresowa – w karcie były pielmieni, bliny czy żarkoje, ale tradycyjne dania kuchni białoruskiej czy rosyjskiej nie podbiły serc klientów. Tajską knajpę otwarły dwie energiczne dziewczyny z Kraśnika. Wcześniej pracowały w tajskich restauracjach Warszawy, teraz poszły na swoje. Ściągnęły do Lublina tajską kucharkę, są na miejscu, robią zaopatrzenie, przyjmują zamówienie od klientów. To bardzo dobrze wróży Thai Story.

Z przekąsek najbardziej skusiły redakcję Warzywa w papierze ryżowym z krewetką za 14 zł. Zgrabne ruloniki kryły w środku świeżutkie warzywa, tajski makaron i zioła. Na dnie każdego – kryła się soczysta krewetka. Daniu towarzyszą sosy. Fresh Springrolls – bo tak nazywa się danie, to bardzo pyszna przystawka. Najbardziej urzeka świeżość chrupiących warzyw, które w złożeniu z sosem dają miłe podniebieniu wrażenie. Kiedy dojdziemy do krewetki – jest jeszcze ciekawiej. To lubię. Wśród przekąsek są na przykład naleśniki z warzywami i tofu lub kurczakiem (12 zł), grillowane szaszłyki z kurczaka w sosie orzechowym (14 zł), kalmary w tempurze (14 zł) czy krewetki w tempurze (18 zł).

Won Ton Soup

Bardzo smaczny bulion z pierożkami won ton Kiedy tylko zobaczyłem w karcie bulion z pierożkami won ton (16 zł) – wiedziałem, że będą moje. Uwielbiam je solo, podane w bambusowym naczyniu do gotowania na parze. Najlepsze, jakie jadłem w Lublinie – podają w azjatyckiej jadłodajni Orientacja na lubelskim LSM-ie. Porcja w sam raz, bulion bardzo gorący, pełen chrupiących warzyw. I znów ta świeżość składników. Ale pierożki won ton – rozgotowane. Na łyżce rozklejały się, ukazując nadzienie z wieprzowiny. Ciasto rozgotowane to nie ciasto – ale nadzienie pychota. Doskonale doprawione. Bulion miał bardzo esencjonalny smak. Jego skala smaku rozciągała się od słodyczy warzyw po pikantne chili. Z każdą łyżką w żołądku robiło się coraz bardziej błogo.

Zielone curry z kurczakiem

To chyba najlepsze danie w nowej tajskiej restauracji w Lublinie Curry z kurczakiem, które zamówiliśmy – kosztuje 29 zł. Ale z krewetkami – już 38 zł. Cena sięga stanów wysokich. Do curry jest dobrze ugotowany ryż. I pałeczki. To chyba najlepsze danie, które jedliśmy. Porcją mogą nasmakować się 2 osoby. A jest co smakować. Łagodność mleka kokosowego w tej potrawie jest nie do opisania. Kawałki kurczaka przedobre. No i znów te chrupiące warzywa. Kolejne łyżki i kolejny etap błogostanu w żołądku. Jakie to było dobre.

Pad Ka Prow

Takie sobie owoce morza za 39 zł. Następnym razem odpuszczamy Co tu kryć. Ostatnio mam fazę na owoce morza. Kiedy zobaczyłem w karcie Pad Ka Prow czyli tradycyjne danie smażone w woku z chili i czosnkiem na bazie sosu ostrygowego z owocami morza (39 zł) – choć cena bolała – wiedziałem, że nie odpuszczę. Poprosiłem tylko, żeby dodać parę plasterków shitake.
Czekałem w napięciu. Kiedy zobaczyłem malutką patelenkę z 3 ogonkami krewetki i 3 kawałkami kalmara – przypomniało mi się 25 dużych muli w sosie winnym u sąsiadów (Trattoria Bagatto) za 32 zł. Ale jak będzie przedobre – odżałuję. Ale przedobre nie było. Było smaczne i świeże. Ale krewetki były rozprażone, za to kalmary – z lekka gumowate. Miseczka ryżu nie poprawiła mi humoru. Ale kto bogatemu zabroni zamówić.

Famous Pad Thai

Makaron jak makaron, też następnym razem odpuszczamy Kiedy spytaliśmy przesympatycznych kelnerek właścicielek – co najchętniej jedzą tu tajscy studenci – odpowiedź była szybka i krótka: Famous Pad Thai czyli tradycyjny tajski makaron ryżowy z jajkiem, tofu, kiełkami fasoli mun w tradycyjnym sosie Pad Thai. Wersja z kurczakiem kosztuje 28 zł, z krewetkami 34 zł, z tofu 24 zł.
I znów te krewetki tak się cenią. Zamówiliśmy wersję z krewetkami. Porcja jest duża. Można najeść się do syta. Dobre, ale – spodziewałem się tajskiej finezji. Zamiast tejże – było dość banalne danie. Banalne, bo tajska kuchnia to jedna z najlepszych kuchni na świecie. Ale takiego makaronu – więcej nie zamówię. I nie dlatego, że w tej cenie mam 2 duże porcje makaronu z owocami morza u Iwo Violante. I nie dlatego, że obok w Trattoria Bagatto zjem Czarne parpadelle plus vongole i małże w sosie z pomidorków koktailowych zaostrzonym diabelską papryczką – za mniejsze pieniądze. Ale dlatego, że tajska kuchnia zobowiązuje i stawia wysoko poprzeczkę.

Puding na deser deser

Deser, który wymiata. Mega Na deser zmówiliśmy z M. Puding (pisownia z karty) z perełkami tapioki ze słodkim mlekiem kokosowym za 14 zł. Podczas pierwszej wizyty już go przetestowałem, ciekaw byłem wrażeń Towarzyszki smakowych potyczek i uniesień. Miała to szczęście uczestniczyć w warsztatach z tajskiej kuchni w Ambasadzie Tajlandii w Warszawie. Puding w Thai Story wymiata. W delikatnym mleku kokosowym pławią się perełki tapioki. Słodycz deseru przełamują owoce liczi. Coś pięknego. Pięknie zestrojonego, w harmonii ze światem. Ważne – na deser trzeba poczekać, robi się go od A do Z dla każdego klienta. Tyle promiennej dobroci – musiało osłodzić słone ceny owoców morza. Osłodziło.

Tajska herbata, Ach! 

Herbata, która uzależnia i daje Moc Ukoronowaniem dwóch wizyt w Thai Story była tajska herbata na zimno z limonką. Zakochałem się w niej bez pamięci. Mocna, aromatyczna, z nutą kardamonu, słodzona tajskim syropem, z limonką – była kropką nad I. Herbata była boska. Na pólkach stoją duże puszki tego rarytasu. Jest bardzo drobna, aromatyzowana orientalną nutą. Sekret kryje się w parzeniu, studzeniu, dodatkach. Nasza ocena?
Na kulinarnej mapie Lublina pojawiło się bardzo obiecujące miejsce. Miejsce z intrygującą kuchnią. Z dobrze urządzonym wnętrzem, przemiłą obsługą. Powtórzę to co na początku, niektóre ceny (te z owocami morza) z sufitu wzięte. Albo z Warszawy. Ale w karcie można znaleźć kilka rarytasów.
Za dwie wizyty zapłaciliśmy niewiele ponad 160 zł. A więc może nie jest aż tak drogo? Następnym razem idę solo i zamawiam: warzywa w papierze ryżowym z krewetką, bulion z pierożkami, curry i puding. Do tego będę napawał się niejedną szklaneczką tajskiej herbaty. Bardzo polecamy.

*****

Waldemar Sulisz

 

 

Dodaj komentarz