Tapas bar G20

Tapas bar G20

Specjalnością lubianej placówki kulinarnej G20 na Starym Mieście są mrożone mule. Jak to możliwe? Ano możliwe. Garnek takich muli jest reklamowany w karcie jako garnek świeżych muli.

Do G20 zajrzałem po raz drugi. Byłem tu już raz, dostałem krewetki z nie usuniętym przewodem pokarmowym – co mnie wkurza. Napisałem wówczas, że “Kucharz wpuścił krewetki w kanał”. Na jakiś czas dałem sobie spokój, ale spokoju nie dawała mi ośmiornica, którą kucharz z G20 ma przyrządzać wyśmienicie. Ostatnio smaku narobił mi Franciszek Piątkowski Junior, który na stronie: Enjoy – Trip, Fun, Taste – chwalił ośmiornice, mule i owoce morza – generalnie. Trzeba było pójść, tym bardziej, że ostatnio jadłem wybitne mule w Trattoria Bagatto – świeżutkie, delikatne, jakże smakowite.

Ośmiornica al. lo Pelayo Z karty na gorącą przekąskę wybrałem ośmiornicę. W pamięci miałem rozmowę z tutejszym kucharzem, który opowiadał mi, jak ją kupuje, poddaje stosownym zabiegom, żeby mięso było kruche, marynuje i rzuca na grill. Taką ośmiornicę, polaną dobrą oliwą, obsypaną świeżym pieprzem – miałem na oku. Ale duszona w pikantnym sosie – też mnie nakusiła. Tym bardziej, że w nazwie potrawy pojawił się pustelnik Pelayo, który miał jadać krążki ośmiornicy obsypane papryką. Sympatyczna kelnerka przyniosła danie. Na desce, w towarzystwie bagietki widniał spodeczek wypełniony małymi ośmiorniczkami. Kucharz mocno podpiekł je na grillu i zapiekł w sosie. Zamiast ośmiornicy dostałem ośmiorniczki, gdybym wiedział, że to ośmiorniczki – nie zamówiłbym dania. W karcie stoi jak byk: Ośmiornica duszona! I co? Ośmiorniczki z lekka gumowate. Za to sos z papryki i pomidorów – bardzo bardzo. Esencjonalny, wyważony, pikantny. Wracając do ośmiorniczek – najlepsze były te mocno podpieczone. Dało się zjeść – co uczyniłem – ale – będę czekał na ośmiornicę z grilla.

Garnek świeżych muli W głowie cały czas miałem mule. Idąc do G20 – zadzwoniłem, upewniając się, czy są świeże mule. Bo z dostawami jest różnie – świeże są 2-3 razy w tygodniu w dużych hurtowaniach. Są – usłyszałem odpowiedź. Jeszcze podczas zamawiania przekąski, kelnerka upewniła się, czy na pewno zamówię mule, bo na danie czeka się około 30 minut. Kończąc ośmiorniczki – usłyszałem z kuchni (jest na oku, blisko sal) stukot mrożonych muli, wysypywanych do naczynia. Poprosiłem kelnerkę – pytając, czy na pewno mule są świeże, bo słyszę co słyszę. I tu – szacunek – nie ściemniała. Mule są mrożone, takie dostajemy. – Mrożone mule? Przecież 2 razy w tygodniu są w Lublinie dostawy? – Robimy z mrożonych, ale są bardzo dobre. Na pewno posmakują. Raz się żyje.

Ze stresu zamówiłem ulubionego Smoka. W G20 jest bardzo spory wybór piw rzemieślniczych. Zapytałem, czy mogę prosić o pokal na stopce. – Mamy tylko kufle od Żywca. Fuj! Poprosiłem o kieliszek od koniaku chociaż. Sączyłem Smoka, czekając na mule. Za chwilę na stole wylądował specjalny garnek do muli z pokrywką, idealny do przyrządzania (można do woli podrzucać mule), podczas jedzenia podstawka służy na muszle. Kelnerka podała także miseczkę z wodą z ćwiartką cytryny do przemywania palców (brawo). A pieczywo – spytałem? – O kucharz, zapomniał, zaraz będzie. Było. Nie było zaś serwetek, które bardzo przydają się podczas operacji mule. Po otwarciu garnka – buchnął smakowity zapach. Wybrałem wersję czosnek, białe wino, pietruszka. Złapałem pierwszą muszlę, parząc sobie palce wyjadłem mięso i sos. Mięso było neutralne. Druga, trzecia muszla. To samo. Gdzież mrożonym mulom do świeżych. Sos był gęsty, “wiejski”, zbyt mało było mi w nim wina, za dużo mąki, która się mocno uprażyła. Za chwilę zaczęło przybywać muszli w odwróconej pokrywce, ubywać z garnka.

Ale i tak było dobre. Wyjadanie małży, nabieranie sosu połową muszli, zagryzanie chlebem, łyk Smoka. Robiła się uczta. Jadłem i pomyślałem sobie, jakie to byłoby genialne danie, gdyby kucharz wrzucił świeżutkie mule na oliwę z czosnkiem i pietruszką, podrzucił parę razy w garnku, chlusnął dobrego wina i oszczędził na mące. A ponieważ pamiętam jego dania z restauracji Ismaela Hernandeza (Carmen) – wydaje mi się, że to możliwe. Jak trzeba, to przybędę do G20 z kilogramem świeżutkich muli, zrobi dwa garnki i zjemy we dwóch.

**

Waldemar Sulisz

Dodaj komentarz