Ser i dusza

Ser i dusza

Czy ser ma duszę? Kiedy postawiłem sobie pytanie zadane w tytule zdałem sobie sprawę, że za poważne jego potraktowanie od niejednej starszej pani, z tych co z braku innych zajęć uczęszczają codziennie do świątyni, mógłbym solidnie oberwać. Ponieważ jednak zadanie zostało mi zadane, postanowiłem do niego podejść poważnie.

Sery Grądzkie, sery, wytworzone przez autora

Najpierw co było pierwsze – jajo czy kura? Cóż, jak dowiódł jeden z naszych, czyli polski naukowiec pracujący na amerykańskim uniwersytecie, korzystając z ichniego doskonałego sprzętu, pierwszy ślad powstania sera pochodzi sprzed siedmiu i pół tysiąca lat. Żeby było jeszcze zabawniej, to gliniane, dziurkowane naczynia z resztkami pochodzącymi z przerobu mleka znaleziono w okolicach Brześcia Kujawskiego.

Niestety nie możemy się tym chwalić tak do końca, bo o Słowianach w tamtych czasach jeszcze nikt nie słyszał. Wędrowały po naszej ziemi różne plemiona, byliśmy bowiem łącznikiem między Azją a Europą. Dopiero długo po tym są ślady w Chinach i Etiopii. Drugie takie moje skojarzenie – jaki pierwszy smak poznaje człowiek? No właśnie Drogi Czytelniku, oczywiście możesz tego nie pamiętać, bo Twoja jaźń tak daleko nie sięga, ale to właśnie mleko matki. Co prawda jeszcze nie słyszałem o tym by ktoś podjął próbę wyprodukowania sera z tak drogocennego surowca, ale na pewno jest to możliwe. Potem była Amaltea, ta co wykarmiła Zeusa, czyli moja ukochana koza. A jak mleko trochę postało w ostrym, śródziemnomorskim słońcu i się zsiadło, to oszczędny Grek by je zmarnował? Wystarczył kawałek płótna i po osączeniu można było młodego boga nakarmić.

No i powoli dochodzę do sedna problemu. Czyli produkt był znany ludzkości od zarania jej dziejów. Czym zaś człowiek różni się od braci mniejszych – niczym innym jak właśnie duchowością. Oczywiście teraz odejdę od przewrotnie postawionej w tytule tezy. Nie, ser nie ma własnej duszy, jej cząstkę tchnął w niego jego twórca. Teraz rozwinę tezę, powiem dlaczego nie jadam produktów przemysłu serowarskiego. Po pierwsze dlatego, że to co dzisiaj można znaleźć na sklepowych półkach niewiele ma wspólnego z tytułowym oryginałem. Dostrzegam wiele pozytywów w funkcjonowaniu Unii Europejskiej, ale dostrzegam też negatywy. Otóż dzięki jej przepisom można wyprodukować wszystko, no prawie wszystko, pod warunkiem, że zawartość opakowania umieści się na etykiecie. Stąd kiełbasa z dwudziestoprocentową zawartością mięsa, ser, w którym prawdziwy tłuszcz mleczny zastąpiono olejem palmowym i wiele innych świństw.

Wielcy tego świata od zarania dziejów wiedzieli, że głodną tłuszczę trzeba nakarmić wtedy będzie siedziała cicho i grzecznie ryła za miskę strawy. Dlatego też, z czasem, jakość poszła w odstawkę, wtedy też zgubiono duszę, a właściwie zaprzedano ją czartu.

Ser jest produktem miłości, powstaje z naszego pierwszego smaku, pozwala nam funkcjonować, daje dobrą energię, zrobiony odpowiednimi technikami pozwala się długo przechowywać i nie traci na wartości. Dobry jednak jest tylko wtedy, gdy wykonujący go serowar zostawi w nim kawałek swojej duszy. Tak na marginesie powiem, że dotyka mnie abstrakcyjne uczucie gdy rozkrawam to co wyszło spod moich rąk, piękną, kształtną gomółkę, taki jakiś mały smuteczek, że muszę się rozstać z moim dzieckiem, że muszę je wypuścić w świat. Potem jednak przychodzi radość, wszak jestem stworzony po to by się dzielić, takie są zasady każdej religii. Radość jest tym większa, gdy daję coś, co daje zdrowie i pieści kubeczki smakowe, a i zawiera kawałek mojej duszy! Ot i to by na tyle moich filozoficznych dywagacji.

Pamiętaj Szanowny Czytelniku, jedz tylko to, co Ci służy, a nie paszę, którą zadają w wielkopowierzchniówkach.
Ser z mleka jest i basta, kocha ręce, a nie zimne powierzchnie kwasoodpornej blachy! Ser kocha duszę serowara, który szczodrze mu jej udziela…

Marek Grądzki, fot. Dobromiła Grądzka

Dodaj komentarz