Ser nadziewany cebulkami, ser z pastą truflową

Nie wiem czy wiesz Szanowny Czytelniku, że ser jest jedną z najstarszych form konserwacji żywności. Nasi przodkowie cud zamiany płynu w ciało stałe opanowali już siedem i pół tysiąca lat temu! A dowody na to znaleziono w okolicach Brześcia Kujawskiego. Więc sroce spod ogona nie wypadliśmy. Obecne pokolenie serowarów to na ogół ludzie w wieku średnim, których miasto wypaliło i szukają natchnienia na wsi. Sam do nich należę. Stąd też fantazja w nas ułańska. Nie boimy się żadnych zestawień, lubimy eksperymentować. Przykładem chociażby mój ser z anchois, który zadedykowałem Śp. Hani Szymanderskiej. Ostatnio zaś znowu mnie naszło. Tym razem „sprawcą” był Ernest Jagodziński, znany szef i mistrz kuchni, który znużony „warszawką” uciekł do Poznania. Nie dość, że poddał mi pomysł, to jeszcze dostarczył składników. Tak powstał ser nadziewany cebulkami marynowanymi w occie balsamicznym i drugi z dodatkiem pasty truflowej. Mimo, że te moje eksperymenta mają dopiero miesiąc nie mogłem się powstrzymać i popróbowałem. Bożesz Ty mój miłościwy, delicje Waszmość Panie i Panowie! Musiałem dojrzewalnię zamknąć, bo bym zżarł je sam nie dając próbek pomysłodawcy. Trufla do masy była biała i cały swój delikatny aromat przekazała serowi, cebulki nie rozmazały się, chyba to zasługa dobrego octu, kroją się bardzo ładnie. Tak więc jak widać na tym przykładzie ludzka fantazja nie zna granic. Łączyć można smaki wydawałoby się odległe od siebie. Po kilku miesiącach powstanie tylko problem dla sommeliera jakie wina do nich podłączyć. Ale to już nie mój ból głowy. Ja się napawam moim dziełkiem i wiem, że smakowitość osiągnąłem zacną. Marek Grądzki