Ryby, Olivier i samolot

Ryby, Olivier i samolot

Lecimy samolotem z Ulsan do Frankfurtu. Długaśny lot, męczący, nudny. Czytam, oglądam, przysypiam, oglądam, czytam i tak w kółko. Posiłek jest rodzajem rozrywki.

Trwa długo, w economic class trzeba jeść z niemałą wprawą, bo ciasno. Stewardesa podchodzi do nas dając tacki. Nasze sztućce (metalowe na długich dystansach!) są opakowane w tekturowe tutki. Odkładam moją tutkę, bo będzie mi potrzebna. Po posiłku oddaję tackę, wypijam porcję wina, znajduję w torebce długopis i odpalam samolotową telewizję, w której wyczaiłam (mówiąc kolokwialnie) godzinny program z Jamie Oliverem o rybach poławianych wokół Wielkiej Brytanii. On, mój rozczochrany ulubieniec powiada o tym płynąc na kutrze i pokazując nam, ile ryb z tych złowionych jest wyrzucanych z powrotem, bo są uważane za rybne śmieci.

Śmieci? Też coś! Jamiego oburza takie traktowanie ryb które przecież są jadalne jak najbardziej! Jak to on czywiście smaży, przyrządza, a ja wszystko sobie zanotuję na owej tekturce po sztućcach (nie mam żadnego innego papieru do notowania). co zanotowałam?

1 – Coley korma – coley to czarniak, pyszna dorszowata ryba Całość to nazwa potrawy. Rybę filetujemy i smarujemy pastą curry. Jaką lubimy – żółtą, zieloną, czerwoną. Smażymy na gorącym tłuszczu i podlewamy mlekiem kokosowym. Podajemy na ryżu z zieloną kolendrą.

2 – Rybne paluszki Jamie mówi, że robi się je z tych właśnie „ryb – śmieci” a mimo to przecież, jednak są to ryby jadalne (między innymi flądry!), z pełnowartościowym i smacznym mięsem. Z tych paluchów smażonych rzecz jasna, robi zapiekankę ze słodkimi ziemniakami (batatami) i podaje z zielonym majonezem. To majonez zmiksowany z dostępnymi ziołami – pietruszką, koprem, szczypiorkiem, kolendrą, ciutką mięty, kto co ma pod ręką. Ja bym dodała łyżeczkę wasabi.

3 – Flądra też niby ryba śmieć Podobno Brytyjczycy jej nie uważają za coś fajnego i zazwyczaj idzie do przerobu. A na polskim wybrzeżu miło było za moich młodzieńczych lat pójść na flądrę do smażalni. Fakt, że kilka lat temu poszłam do takiej smażalni szlakiem wspomnień, gdzieś koło Dębek, a tam ryby już usmażone pani wkładała do …mikrofali! Fuj! Mam zapisane, że się ją (flądrę) szoruje szczotką i smaży w całości (a jakże!) ledwo oprószoną mąką. Osobno podsmaża się płatki bekonu i orzeszki ziemne. Rybę podaje się na sałacie z tym bekonem i posypuje owymi orzeszkami. Do tego obowiązkowo cytryna i zapewne bagietka, i piwo.

4 – Śledź Też, jak uważają Brytyjczycy, ryba śmieć Tu mam notatkę, że wykrawa się jednak ze śledzi górną część fileta, a resztę zwraca morzu (przypominam, że Jamie jest na kutrze) i te paski ryby obsmaża wcześniej osolone i obtoczone w mące. Gotuje do tego linguine, czyli spłaszczone spaghetti wyrzucone po ugotowaniu z wody na patelnię z oliwą, czosnkiem, chili i garścią zielonej pietruszki. Do tego ów śledź. Chyba bez zachwytu, i wolałaby zamiast śledzia sardynki, ale gdy się nie ma, co się lubi…

5 – Pstrąg łososiowy Pstrąga wziął Jamie ze sobą na ten kuter na wszelki wypadek i podał go zwyczajnie, smażąc z gałązką tymianku w brzuchu. W brzuchu pstrąga oczywiście. Podał do tego krem z buraka ćwikłowego, jako atol, a w środku tarty chrzan z jogurtem. Tak… po polsku! Coś mówił o frytkach.

6 – Crabe cakes No nie wiem czy w wodach wokół Wielkiej Brytanii mieszkają kraby, ale tak czy siak jest tu też recepta na krabowe ciastka. Mielone mięso kraba + garść pietruszki+ dymka (białe części krojone drobno)+ sól + pieprz+ jajko. Formuje się z tego spłaszczone od góry kulki, obtacza w panco. Smaży w głębokim tłuszczu i podaje z cytryną.

7 – Creamy mussels – Mule w śmietanie (!) Mam zapisane tak: NAJPIERW smaży się skwareczki z wędzonego boczku i wyjmuje je na miseczkę. W tłuszczu obsmaża się grzanki z chleba. Po jednej na głowę. Teraz muszle: W garnku są wyczyszczone i sprawdzone muszle, wrzucone na lekko smażący się czosnek (na łyżeczce oliwy). Zalewa się je białym winem i minutę gotuje od zawrzenia. Wyjmujemy muszle, a do wywaru wrzucamy skwareczki, garść pietruszki i śmietankę, pieprz, otartą skórkę z cytryny. Tak powstałym wywarem polewamy muszle. Grzanki albo kładziemy na spód talerza, albo chrupiemy pod mule. Druga butla wina powinna stać na stole. Koniec filmu. Podróż nadal trwa. Mimo obiadu mam ochotę na zwykłe fish’n chips.

Małgorzata Kalicińska

Dodaj komentarz