Restauracja Hotelu Montis w Poniatowej. Najlepsza rybna w Polsce według Makłowicza. Recenzja

Cudowna kartoflanka z okrasą. Wątróbki drobiowe w bekonie, zupa rybna z karpia ze świeżym imbirem. Rewelacyjny schab z kostką z placuszkami gryczanymi. Jaka gruszka z cielęciną? Gdzie? W Poniatowej. W restauracji Hotelu Montis.

I kto by pomyślał, że w Poniatowej, najbardziej zielonym mieście ziemi lubelskiej, sławnej z sokowirówek Edy, a teraz Browaru Zakładowego, jest restauracja, gdzie turyści z całej Polski jadą na zupę rybną! Zupa wygrała konkurs na Najlepszy Smak Lubelszczyzny 2016 na Europejskim Festiwalu Smaku, a Robert Makłowicz, który potrawy oceniał rzekł publicznie, że takiej zupy rybnej w Polsce nie jadł.

Przystawki: Carpaccio z gęsi, 12 zł
Sążniste plastry gęsiny, na miejscu marynowane i wędzone - to był smaczny początek posiedzenia. Tak posiedzenia, bo jedząc warto posiedzieć, zagrzać miejsca. Zacna porcja, nie kilka zwiewnych plasterków, przez które widać Kazimierz. Przystawka na gorąco: Zawijane w bekon wątróbki drobiowe, oscypek i suszone śliwki podane z gorącego rusztu wraz z grzankami i sosami, 25 zł
Wątróbki były miodem na serce. Boczek z własnej wędzarni skrywał soczyste, świeżutkie wątróbki. Na talerzu były też zawijasy z oscypkiem i śliwką. Ten doskonały duet mógł być przyczynkiem do posiedzenia z dobrą, zmrożoną, prawdziwą wódką. Jak choćby Młody Ziemniak czy Jolka, Jolka Pamiętasz. Ale obowiązki, więc następnym razem. Zupy: Zupa rybna z karpia ze świeżym imbirem, 20 zł
Tak prezentuje się najlepsza rybna w Polsce. Jak smakuje? Tęgo. To nie jest zupa wykoncypowana przez szefa kuchni w oparciu o przepisy w internecie. To jest zupa w oparciu o karpie z Gospodarstwa Rybackiego Pstrąg Pustelnia. Smakuje tak, jak smakuje rybna, którą gotują rybacy w kociołku po swoich rybnych Dożynkach. Pachnąca dymem, ogniem, wodą i wiatrem. Jest Ogień! Szef kuchni poleca: Kartoflanka z okrasą, 12 zł
Kiedy tylko zobaczyłem w karcie kartoflankę, wiedziałem, że musi być moja. Serce biło szybciej, pod powiekami zaczynał wyświetlać się film ze smakami dzieciństwa. Taką kartoflankę gotowała mama w Dębicy, ojciec uwielbiał ją pasjami. Pierwsza łyżka - to ten smak, druga - na eleganckiej słoninie, trzecia - jakie dobre kartofle, czwarta - zasmażka jak się należy. Poezja, poezja.  Przerwa: Deska wędlin z naszej wędzarni, 35 zł
Ta deska, zdobiąca przystawki zimne nie dawała nam spokoju. A dokładnie - kaszanka, którą uwielbiamy. Tudzież salceson z kawałkami mięsa. I choć już na takie deski mamy coraz mniej sił i animuszu, to należało skosztować. Dobre, potwierdziła się prawda, że bez mrożonej - tego nie rozbierzesz. M. pałaszowała jak się patrzy, ja skubnąłem małe co nie co - w imię odchudzania. Drugie: Gruszka faszerowana z cielęciną i kluseczkami, 28 zł
To naszym zdaniem, sztandarowe danie restauracji w Hotelu Montis. Smaczna cielęcina, bardzo bogaty smakowo sos i soczysta, słodka gruszka. Jest w tym daniu smak dzieciństwa. Ale także tęsknota za największymi osiągnięciami staropolskiej kuchni. Od połowy XV wieku w Poniatowej mieszkało kilka gałęzi Poniatowskich. Rodzina Poniatowskich o przydomku Ciołek, z której pochodzi się król Stanisław Poniatowski, wywodzi się ze wsi Szczuczki. Może taką gruszkę jadał król Staś? Drugie: Schab z kostką podany na karmelizowanych borowikach z plackami gryczanymi, 20 zł
To było objawienie. Gruby, soczysty kawał schabu z kostką. Nie żadne tam wyklepany na parę milimetrów schab schowany w grubej panierce. Smak mięsa był wyborny. Za taki schab mogę oddać najlepszy stek. Z każdym odkrojeniem ukazywało się delikatnie różowe mięso. Borowiki - przedobre. A placuszki z kaszy gryczanej - miód na moje serce. Tak powinno się sprzedawać kuchnię regionalną turystom. Gratulacje. Drugie: Pieczone żeberko z sosem barbecue i kaszą gryczaną z borowikami, 30 zł
Żeberko cieszy się tu największym wzięciem. A ponieważ przy sąsiednim stoliku głośno wzdychał nad nim dziarski dyrektor z młodszą Panią - musiałem spróbować, prosząc pół porcji. I co? Znów pierwszorzędnej jakości mięso. Borowiki i kasza - poezja. Sos - w punkt. Chciało by się - ale miejsca już brakowało.  Deser: Czekoladowy fondant, 15 zł
Kiedy tylko M. namierzyła fondant - wiedziałem, że na tym, przy pysznej kawie, zakończy się uczta. Najlepszy, jak dotychczas podaje się w restauracji Le Monde w Lublinie. Fondant poniatowski - był inny, o cięższym smaku. Smakował tak, jak stary dobry, gęsty Węgrzyn.  Desery: Krem brulee z nutką malinowego musu, 15 zł
To jest to, za czym redaktor Sulisz przepada najbardziej. Jak za słodyczami nie przepadam i często ordynuję sobie na deser sery lub pikantną przystawkę - to Crème brûlée uwielbiam. Pod przypaloną warstwą skarmelizowanego cukru krył się aksamitny krem. Poezja, dobroć i obfitość smaku.

Podsumowanie. Pamiętacie, jak w filmie "Amelia" bohaterka przebija się przez warstwę skarmelizowanego cukru, by dostać się do kremu i czerpać rozkosz ze smaku wanilii, czekolady, karmelu, cynamonu czy palonej skorki pomarańczy? Ta scena jest najlepszym podsumowaniem wizyty w restauracji Hotelu Montis. Dobieranie się do szlachetnych smaków niektórych dań tak właśnie wygląda. Skąd takie rzeczy w Poniatowej. Okazuje się, że właściciel Pan Zbigniew Górka ma dom w Chorwacji, lubuje się w świeżych owocach morza, jagnięcinie i przyprawach, które przywozi do swej restauracji, a szef kuchni doprawia nimi potrawy. Szacunek.

Waldemar Sulisz