Quo vadis Kazimierz. Rynek – trup nieboszczyk, a pies z brązu zdechł z rozpaczy

Kazimierz nie ma gospodarza, a jeśli ma, to nawet nie chcę wiedzieć kto nim jest. Są przecież animatorzy kultury, biura promocji miasta i regionu, profesjonalni menadżerowie, których można zaangażować do działań, jeśli samemu nie ma się do tego umiejętności czy predyspozycji. Ale do wszystkiego potrzebne są chęci, a tu ich ewidentnie brak. Kazimierz powraca jak bumerang i pewnie jeszcze parę razy wróci, bo to Temat nieśmiertelny… tym razem bez rysunków, bo nie wart tynfa jest po wrażeniach, jakie po sobie zostawił …Chcę się podzielić niepokojącymi refleksjami, ale musiałem odczekać, aż opadną emocje… po wielu latach przerwy, może 10. może 15. rzuciło mnie tam znowu na Sylwestra … i muszę przyznać, że rzuciło mnie o glebę tej Nocy, a że bruk tam twardy i zimny to zabolało… kiedyś byłem tam niemal nałogowym bywalcem tej najważniejszej Nocy w roku, mającej w sobie pierwiastek magiczny jednoczesnego zejścia i narodzin, to tylko jedna taka noc w roku, ani Noc Świętojańska, czy Kupały, ani Wielka Noc nie mają w sobie tej i takiej magii jak ta jedna. Jest też nocą wielkich emocji: radości, refleksji, nadziei czy niepokoju i zazwyczaj wspaniałej, hucznej zabawy mającej dać pożywkę i wspomnienia na cały rok…I to już właściwie koniec tego co można powiedzieć o sylwestrowej nocy, bo o tej w Kazimierzu na prawdę nie ma co ciekawego powiedzieć…Najlepiej chyba zilustruje to, choć tylko częściowo, fotografia Rynku z przełomowej godziny, bo każdy rysunek wyglądałby i tak malarsko i nie oddałby tej padaczki… Jak wcześniej wspomniałem niegdyś byłem niemal regularnym uczestnikiem tej Nocy w Kazimierzu. Na Rynku zbierało się nawet do kilku tysięcy ludzi, sam Kazimierz liczy ok 3000 mieszkańców, a w Sylwestra przyjeżdżało co najmniej kilka razy więcej ludzi i wszyscy hurmem wypełzali w tę godzinę na Rynek, także był zapełniony tak, że trudno było tam wejść, coś jak Sylwester na „Litwie” czyli Pl. Litewskim w Lublinie … Jak było w tym roku sami widzicie… może 200, może 300 osób pląsających i ściśniętych wstydliwie w kąciku Rynku w pobliżu Restauracji Rynkowej skąd z płyt! granymi dwoma głośnikami, ryczała i charczała „muzyka” bo oprócz Kazimierskich Dziadów i Maleńczuka, którzy się tam przeplatali to trudno mówić o muzyce w ogóle ☹ Wszystkie (słownie: wszystkie!) kultowe i mniej kultowe lokale w Rynku zamknięte i zabite dechami: Rynkowa, Galeria, U Radka, Podcienia (d Mars), na przeciwko w miejscu legendarnej Baryłki, a potem Galerii Łazorek jakaś kawiarnia, nie zapamiętałem nazwy - też zamknięta, tylko SARP tradycyjnie nie zamarł, ale i tam Bal jakby zalękniony, poza tym jak zawsze impreza rezerwowana i zamknięta, wszystkie lokale w drodze do Fary też zamknięte czyli krótko mówiąc Rynek – trup nieboszczyk, a pies z brązu zdechł z rozpaczy… do tego jeszcze dodajmy, że u Fryzjera też zamknięte i Zielona Tawerna także… dalej już nie szedłem, bo się bałem konfrontacji z ponurą rzeczywistością… Czy to jakiś spisek? Czy właściciele są już tak „zarobieni” że mają ludzi w tę niezwykła Noc w nosie? (staram się nie używać języka parlamentarnego) a może strajk? Błogosławione niech będą te czcigodne lokale które jednak na nas czekały: z tych kilku które zdołałem namierzyć to Bajgiel przy lubelskiej, Muzealna na tyłach Muzeum Nadwiślańskiego, Kawiarnia Artystyczna przy Senatorskiej, Pizzeria przy Klasztornej, Pod Wietrzną Górą, U Dziwisza czy Vincet przy Krakowskiej…dziękujemy Wam, że można było gdzieś usiąść, zagrzać się, coś zjeść i wypić, choć nie było to takie proste, bo wszystkie miejsca były zajęte i ludzie stali na zewnątrz czekając aż coś się zwolni. Nowy Rok przywitał nas na Rynku jakimś anonimowym, lakonicznym życzeniem Szczęśliwego Nowego Roku, dalej to już tylko muzyka… na szczęście o tej godzinie „grali nam” Kazimierscy Dziadowie, ale to chwila (może pół godziny) a potem dalej - hajda na koń – popelina… nawet najbardziej zatwardziali amatorzy zabawy po kolei rezygnowali… około 1. godziny pozostały już tylko nadpite niedobitki… Z pozytywnych rzeczy, to była, może zbyt widoczna, policja pilnująca spokoju, i b sprawne służby porządkowe, które już po godzinie sprzątnęły pobojowisko rac, rakiet, fajerwerków, kubków i butelek… Pięknie też wyremontowany został zespół zamkowy, nowe i wygodne schody, designerskie balustrady, całość dobrze oświetlona, ścieżki wyrównane, utwardzone kamiennym brukiem lub wysypane szutrem, wyznaczone obrzeżami, cały zespół ładnie iluminowany… o tym w odniesiniu do mojego poprzedniego artykułu o Zamku porozmawiamy kiedy indziej, bo… i tu nokaut ☹ ogromny dziedziniec zamkowy - wspaniałe miejsce na szampańską zabawę zdolny pomieścić kilkaset osób, zamknięty na wszystkie spusty, straszący pustką… Widok ze wzgórza: dreszczowiec … poza sennie oświetlonym Kazimierzem – NIC! Zamek w Janowcu - ciemny i niewidoczny, Wisła - ani śladu jej istnienia - czarna dziura, po drodze do Zespołu Zamkowego straszą równie ciemne czeluści na Górę 3 Krzyży… A wcześniej paskudztwo płotu od lat straszącego przechodniów - pozostałość po Esterce - dawnym zajeździe u Berensa, jeden z najważniejszych punktów zabytkowej panoramy Kazimierza, kaleczący chyba najsłynniejszy widok Kazimierza na studnię i farę spod podcieni PTTK . Ta farsa trwa już kilkanaście lat. W Lublinie mieliśmy podobny problem z Teatrem Starym, sprawa o tyle prostsza, że teatr we władaniu Miasta. Tu jest w rękach prywatnych, to znacznie trudniejsze, ale przecież też możliwe, nie jestem prawnikiem więc nie będę wnikał jak, ale zważywszy, że tyle lat ktoś degraduje bezcenny i zabytkowy krajobraz klasy międzynarodowej, to chyba nie jest problem zmiana właściciela, w takich Inwestycjach, choć prywatnych to jednak Celu Publicznego są przecież prawne środki przymusu, skuteczniejsze niż tylko nakładanie kolejnych, bezsensownych kar. Ale też potrzebna jest pomoc i współdziałanie Urzędu Konserwatora, bo ich wymagania i oczekiwania, choć zgodne z paragrafami, są często kosmiczne i irracjonalne, a przede wszystkim wszystkie badania archeologiczne i naukowe powinny być prowadzone na koszt Państwa, bo prywatnym Inwestorom jest to do niczego nie potrzebne, a są b kosztowne i czasochłonne, więc nie jest fair, że żąda się tego wszystkiego od prywatnych inwestorów. Jest to dziedzictwo nas wszystkich i powinno to być sfinansowane ze środków tych którzy tego wymagają, czyli publicznych, czego ostatnio świadectwem było wykupienie Zbiorów Dzieł Sztuki Książąt Czartoryskich… Reasumując odnoszę wrażenie, że Kazimierz nie ma gospodarza, a jeśli ma, to nawet nie chcę wiedzieć kto nim jest. Są przecież animatorzy kultury, biura promocji miasta i regionu, profesjonalni menadżerowie, których można zaangażować do działań, jeśli samemu nie ma się do tego umiejętności czy predyspozycji. Ale do wszystkiego potrzebne są chęci, a tu ich ewidentnie brak. Jeśli tak ma wyglądać dalej mekka kultury i rozrywki Puław, Lublina i Warszawy, ale też chyba najbardziej znane miejsce Lubelszczyzny to pożal się Boże… Z jednej strony można rzec: olać to! Po co się stresować! Był tyle wieków przed nami, to i nas przeżyje i będzie kolejne wieki czarował swoim urokiem nie bacząc na to co się dzieje dookoła… Z drugiej strony wskrzeszanie trupa bywa nie możliwe i niezwykle kosztowne … sam Kazimierz miał wieki zapomnienia i popadał w ruinę, odkrywany zwykle przez artystów na nowo, teraz jest moment na jego ogromną rehabilitacje dzięki unijnemu wsparciu, ale jeśli zdechnie to jego zmartwychwstanie może znowu być pogrzebane na wieki… Korzystając z okazji życzę wszystkim Czytelnikom Jemlublin Szczęśliwego, Spokojnego i Zgodnego Roku 2017 i jednocześnie przepraszam za swoją nieobecność na łamach, ale jest to spowodowane wyłącznie brakiem czasu. Kiedy miałem tę przyjemność i zaszczyt mądralować się przed Państwem to był okres dużego marazmu i zapaści zawodowej, a więc sporo czasu, teraz brakuje go na wszystko, a przygotowywanie każdego rysunkowego odcinka zajmuje parę tygodni… Także to nie to, ze „odszedłem” bez pożegnania, tylko raczej: „co się odwlecze to nie uciecze” bo bardzo bym chciał i nadal zamierzam ☺ podzielić się jeszcze sporą ilością różnych urzekających miejsc i czasem wizji z nimi związanych, z Lublina i Lubelszczyny i mam nadzieję, ze któregoś pięknego dnia nadejdzie taki Czas. Pozdrawiam serdecznie Wszystkich i do ponownego zobaczenia. Adam Wójcik