Oto Ivo. Na wiosnę, jak znalazł

Mniej dań w karcie, ceny w górę. Po kilku miesiącach restauracja Oto Ivo okrzepła. Tylko czekać, jak otworzy się ich włoski ogród obok Teatru Starego. ivo Oto Ivo, prawdziwy Włoch w obiektywie Jacka Świerczyńskiego, Dziennik Wschodni Aktualizacja. Od otwarcia byliśmy u Ivo kilkanaście razy. Za każdym razem mamy ochotę na Fritto Misto. Okrągłe chlebki w końcu udają się na 5 (o zakalcu trzeba zapomnieć). Makaron z owocami morza - robi się w końcu na tagliatelle wyrabianym na miejscu. Jak gotuje Ivo, jest perfekcyjny. Jak kto inny, bywa zbyt słony. Zdecydowanie najlepsze są mule. Choć cena poszybowała w górę, to warto - na porcji się nie oszczędza, a mule - w dobrym gatunku. A kiedy dostawa się skończy, to tu nie wyciąga się muli z zamrażarki - tylko kelner zaproponuje coś w zamian. Jak jest Ivo - możecie zawalczyć o duże krewetki z patelni. Są przedobre. A tak pisaliśmy o restauracji wcześniej. Jest bardzo tłoczno, gwarno, ciepło. Ivo dwoi się i troi. Owoce morza są pyszne. Malutkie smażone rybki - zakąska marzenie. Deska serów i wędlin bardzo dobra. Pachnie bazylią, makaronem i kelnerkami. Nowa restauracja OTO IVO to na Starym Mieście w Lublinie strzał w dychę.   Bardzo lubię tego Gościa. Pamiętam, jak zaczął gotować w dzisiejszej Arte de Gusto. Podchodził do klientów, rozmawiał, wypytywał o oczekiwania i na poczekaniu wymyślał komuś danie. Tak pierwszy raz zjadłem doradę, pieczoną w papierze, soczystą, pachnącą ziołami. Od tamtego czasu zdarzyło mi się kilka razy o Ivo w Dzienniku Wschodnim napisać. I  z każdym pisaniem lubiłem tego Włocha coraz bardziej. Lubiłem za to, że z takim wdziękiem potrafi budować swoją legendę. "Gotował m.in. dla Umy Thurman, Al’a Pacino, Roberta de Niro i wielu innych sław" - prześcigają się dziś media w dodawaniu do tej legendy wręcz sensacyjnych faktów. Kiedy otworzył na rogu Staszica i Zielonej restaurację Ivo Italian (w spółce z właścicielami "Pyzatej Chaty" i "Św. Michała"), a kolejki stały tam od świtu do nocy - wiedziałem, że ten nowoczesny kombinat gastronomiczny to nie jest ostatnie słowo Violante w Lublinie. Wszystko szło jak należy i nagle "Ivo Italian" zamienił się w restaurację "Sexy Duck". Zamiast chefa Ivo Violante pojawił się tajemniczy Włoch Enzo Muratore. W internecie zawrzało od komentarzy. Dziś, kiedy prawdziwy Ivo Violante dogadał się z Olgą Michalec-Chlebik, właścielką restauracji "Tam gdzie zawsze" (wcześniej był tam Gramoffon) i wraz ze swoją żoną Izą Borowską -Violante postanowili stworzyć kulinarny trójkąt - otwierając na Starym Mieście restaurację "Oto Ivo" - znów można przyjść, zobaczyć Ivo Violante w akcji, posłuchać, jak pięknie opowiada o daniu, które właśnie przyrządził. Jak - o tym za chwilę. Oto Ivo - to restauracja jakby żywcem przeniesiona z Włoch. Nikt tu niczego nie udaje, na nic się nie sili. Mają być świeże składniki, smaczne jedzenie, dobra oliwa i wino. edf Prosciutto z nutellą, bardzo proszę Antipasti Misto Talerz włoskich wędlin i serów podaje się tu z papierową torbą pełną gorących tigelli. Ale najważniejsze są sosy, które Ivo osobiście komponuje i dobiera, podając w małych miseczkach. Najodważniejsze złożenie to nutella z pikantną wędliną. Ale w miseczkach jest i czosnek z piekielnie ostrą papryczką, tapenada, sosy łagodne i ostre. Od wędlin jeszcze lepsze były sery. Intensywność smaków - zachwyca. Karafka musującego Prosecco - restauracja czeka na dostawę dobrego Lambrusco, którym Włosi popijają swoje ukochane tigelle. Małe, okrągłe placki są w Modenie tak popularne jak w Lublinie cebularze, jada się je na festiwalach kulinarnych, na ulicach, w knajpeczkach. Jada się tigelle z prosciutto, salami, stracchino. Najchętniej z Pesto modenese, które powstaje ze stopionego boczku, czosnku, rozmarynu i tartego parmezanu. Smaruje się tym gorące, chrupiące tigelle, popija Lambrusco. Tigelle w Oto Ivo jeszcze są do popracowania, nam na 5 sztuk w 3 trafił się klasyczny zakalec, nasz swojski, polski. Ale warto czekać, bo wypiek tigelli to sztuka, z sekretami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Kiedyś pieczono je pomiędzy rozgrzanymi cegłami, dziś wypieka się je w specjalnych wypiekaczach, w których górna i dolna płyta jest wykonana ze specjalnego szamotu. edf Smażone kalmary, mule, krewetki i malutkie, słodkowodne rybki - w delikatnym cieście Fritto Misto Kapitalna przystawka. Smażone kalmary, mule, krewetki i malutkie, słodkowodne rybki - w delikatnym cieście. To nie są owoce morza w tempurze. To owoce morza delikatnie posypane mąką i smażone z jasnozłoty kolor. Bardzo fajne danie. Dotychczas na małe rybki smażone chodziło się do Czarciej Łapy. Aterynki i  sardynki są pyszne. Podobnie jak w Gospodzie Sto Pociech w Chełmie. Baby Fish - zjecie na Chorwacji. Fritto Misto podane jest w gazecie, z cytryną i tigellą. edf Mule w białym winie jak należy Cozze Bianco Do muli mam słabość. Jadam je w Czarciej Łapie u Macieja Boruckiego, ostatnio także w BelleEtage u Artura Góry. Dlatego bardzo byłem ciekaw muli, które zrobi Ivo Violante. Porcja jest duża. Mule świeżutkie, sos dobrze winny, choć dla mnie ciut słony. Mule w dobrym gatunku, mięsiste, o doskonałym smaku. Do szczęścia brakowało mi Lambrusco. Co tu kryć, wrócimy na mule szybko. edf Król makaronów: Guanciale, sos pomidorowy, pecorino, cebula, natka Amatriciana W karcie makaronów kilka. Znawcy bardzo chwalą makaron z łososiem. Ale Ivo polecił M. - swoją dumę czyli pasta Amatricina: Guanciale, sos pomidorowy, pecorino, cebula, natka. Nie z  bekonem – który jest zbyt wędzony – nie z włoską pancettę, która jest zbyt chuda. Ale z plastrami wędzonego Guanciale, które ma wspaniały aromat i maślaną konsystencję. Chodzi o wędzone policzki wieprzowe, jak i podgardle. Na bazie pokrojonego i podsmażonego wieprzowego podgardla (guanciale), startego sera owczego pecorino i pieprzu powstawał aromatyczny sos, w XIX do sosu doszły pomidory i w ten sposób powstał sos amatriciana. Makaron jest bardzo smakowity, bardzo syty i dobrze się odkłada. Uwaga, uzależnia. cof Dobry materiał na najbardziej obleganą restaurację w mieście To nie są gruszki na wierzbie To dobra kuchnia Ivo Violante. Jest włoskie jedzenie, jest nawet rosół dla dzieci. Klimat - jak we włoskich miasteczkach. Bez nadęcia. Bezpretensjonalnie, skromnie, smacznie. Będziemy wracać. To dobre miejsce. Żarty się skończą, kiedy skończy się zima, Oto Ivo otworzy ogród. Z piecem opalanym węglem. - Małżeństwo to bardzo sprawiedliwe urządzenie: żona musi codziennie gotować, mąż musi codziennie jeść - mówił Alberto Sordi (ur. 1920, zm. 2003) – włoski aktor komediowy, reżyser i piosenkarz. Nie do końca - można jadać i Ivo... Waldemar Sulisz