Mało

Mało

Jest taki film z Danutą Szaflarską „Pora umierać”. Stara pani Danuta jako bohaterka filmu zjada na śniadanie (i kolację) kromkę chleba z masłem i popija kubkiem herbaty. Obiad pewnie równie surowy. I ta starsza pani dziarska jest! Bo w życiu Pani Danuta też jadła oszczędnie. To powszechna mądrość lekarzy geriatrów, namawianie nas, osoby dojrzałe na minimalizm na talerzu. Pora już zakończyć sybarycenie się. Zostawmy sobie tę frajdę na weekend, na „raz w tygodniu”, bo nasze zdrowie mieści się w naszym wnętrzu, na naszym talerzu i może to mało apetyczne ale w jelicie grubym w którym kwitnie albo umiera flora bakteryjna odpowiedzialna za mnóstwo chorób cywilizacyjnych.

Jest nas dwoje. Nie gotuję już masy jedzenia które „charty zjedzą, mamo!”, albo wpadną goście, albo w ogóle gdy nas w domu było sporo – mama, my, dzieci. Gar bigosu ginął w paszczach, pięciokilowy indyk, dwa dni i ani kosteczki, zupa ogórkowa już wieczorem była na zimno (!) wymiatana z garnka. A dzisiaj… Mam garnuszki jak dla przedszkolaczka, jakbym się bawiła w dom. No bo czemu mam dwa jajka na śniadanie gotować w sporym garnku? Nie lubię zamrażać jedzenia, lubię świeże, jak ugotować mało zupy w sporym garnku? Jak usmażyć cztery kotlety (na dwa dni) na wielkiej patelni? Mam małą i średnią. Robię cztery, sześć gołąbków, bo inaczej musielibyśmy je jeść tydzień.

Podobnie ze śniadaniami. Już umiem kupować mało chleba, mało dodatków, no i czytam etykietki bo azotynom i syropowi glukozowemu i jeszcze kilku dodatkom mówimy stanowcze NIE. Synowa się śmieje gdy widzi moje garnuszki. Już nie garnki. Nie, nie kupiłam multisupercookera, o którym krążą legendy. Nie potrzebuję, jestem staroświecka. Daję radę w moich dziecięcych garnuszkach. Przecieranych zup nie cierpimy, zupa krem? No nie… Już wiem jak odmierzyć dwie porcje ryżu, makaronu, i tylko czasem gotuję więcej ziemniaków bo wystudzone mają w sobie dobrotliwą skrobię uszczelniającą jelito. Sałatka ziemniaczana jest fajna. Bez majonezu sklepowego. Własny robię a i tak go rozcieńczam jogurtem, bo taki sam, to za ciężki jest. Latem chleb z masłem i pomidorem jest po prostu znakomity. Zsiadłe mleko z ziemniakami też.

Czasem wydziwiam… Raz na tydzień albo jak wpadają dzieciska. Robię pieczeń jagnięcą, azjatycką laksę, albo somosy. Trochę mi żal czasów, gdy codziennie szalałam robiąc niezwykłe dania kuchni świata. To już nie ten czas. Zdrowiej jest jeść mało i w miarę delikatnie – kategorycznie bez substancji rakotwórczych (grillowanie, smażenie i pieczenie na brąz) i …mało. Żeby być zdrowszym, silniejszym, żeby własnym niedołęstwem i chorobami wieku starczego nie obciążać dzieci czy innych bliskich. No tak, jestem odpowiedzialna za swoje zdrowie i Siwego, zwłaszcza teraz, gdy walczymy z różnymi tam… Dzisiaj weekend więc azjatycka laksa, bo miałam piersi z kurczaka masę warzyw, reszkę kimchi i małą (!) puszkę mleka kokosowego. Kolendrę też mam zamrożoną, ale mam! Zapach będzie! A od jutra znów subtelniej, żeby na zdrowie nam poszło.

Małgorzata Kalicińska

Dodaj komentarz