Maciej Sztorc: Przystanek w ewangelickim Cycowie. Stan krytyczny. Galeria foto

Ruszając  w trasę z Lublina do Włodawy, minąwszy Łęczną, zawsze starałem się zrobić krótką przerwę w Cycowie.  Duży parking tuż przy samej drodze, sklep i prawie równo połowa drogi do Dołhobrodów, celu moich podroży, były atrybutami Cycowa jako miejsca na krótki odpoczynek. Częsta obecność w tej miejscowości skłoniła mnie do poznania jej historii. No bo cóż lublinianin wie o Cycowie? Nazwę z wiadomych względów zna, miłośnik wojskowości może kojarzyć miejscowość z bitwą między wojskami polskimi a odziałem bolszewickim w 1920 roku. Ktoś może słyszał o cmentarzu i starej prawosławnej cerkwi. Mając tak ogólną wiedzę, jak przeciętny mieszkaniec naszego miasta, postanowiłem poszukać informacji o Cycowie i zorganizować mały fotograficzny plener. Co ciekawego może być w takiej małej miejscowości? Może i jest wiele, ja chciałbym skupić się na dwóch miejsca, kulturowo z sobą powiązanych. Pierwsze z nich, to dawny zbór ewangelicko-augsburski zwany przez miejscową ludność kirchą. Zbór został zbudowany przez społeczność niemieckich osadników, która w pierwszej połowie XIX wieku zaczęła osiedlać się w okolicy Cycowa. Budynek kirchy powstał w 1924 roku, a funkcję sakralną pełnił do 1940 roku. W czasie II wojny światowej w zborze obywały się nabożeństwa rzymskokatolickie, bowiem kościół katolicki w Cycowie był w czasie wojny przekazany przez Niemców ludności prawosławnej. Po wojnie budynek stał się własnością prywatną, pełnił funkcję magazynu zboża i nawozów. W latach siedemdziesiątych obiekt kupiła gmina i przeznaczyła na dom kultury. Obecnie cały zbór popada w ruinę, brak właściciela i dobrego zarządcy daje się mocno we znaki leciwym murom ewangelicko-augsburskiej świątyni. Będąc już na wielu plenerach fotograficznych, odwiedziłem sporo zrujnowanych i zapomnianych miejsc. Kircha w Cycowie wywarła na mnie szczególne wrażenie. Jej upiorny wyląg, nagie drzewa i przenikliwa cisza idealnie pasują do fabuły horroru Stefana Dardy, który z lubością przedstawia Lubelszczyznę, a w szczególności Roztocze, w mrocznych i tajemniczych klimatach. Drugim ciekawym miejscem, związanym z wielokulturową historią Cycowa, są pozostałości cmentarza ewangelicko-augsburskiego przy ulicy Nowej. Cmentarz jest w opłakanych stanie, dlatego myślę, że warto o nim wspomnieć. Na jego terenie walają się liczne butelki, będące świadectwem libacji. Nie ma żadnego ogrodzenia ani informacji o cmentarzu. No ale to już tradycja na zapomnianych miejscach wiecznego spoczynku. O nekropoli informacji znalazłem niewiele, prawdopodobnie pierwsze pochówki odbywały się w XIX wieku, do chwili obecnej zachowało się kilka nagrobków zrzuconych na jedną stertę i metalowy krzyż z szyn kolejowych. Cóż można zrobić? Ja zrobiłem zdjęcia, zapaliłem znicz i zmówiłem modlitwę, resztą niech zajmą się miejscowe władze. Plener w Cycowie można zaliczyć do udanych, pogoda nie dopisała. Ale może dzięki niesprzyjającej aurze udało się na zdjęciach uchwycić niesamowity, mroczny i tajemniczy klimat zboru i cmentarza. Myślę, że jeszcze odwiedzę Cyców, tym razem z średnioformatowym aparatem. Wszystkim przejeżdżającym droga krajową 82 z Lublina do Włodawy, proponuję zrobić sobie krótką przerwę w Cycowie i odwiedzić jego wielokulturowe zbytki. I radzę się spieszyć, bo ich obecny stan można nazwać krytycznym. Maciej Sztorc