Lulajże Jezuniu z odrobiną sera

No tak, przybieżeli do Betlejem, i kto przybieżał – pasterze, gdzie dzieciusieńko leżało – w stajence i żłobie! Jak nic musiał tam być ser. Jak już nieraz pisałem Szanowny Czytelniku, ten cud przemiany płynu w ciało stałe znany jest od tysięcy lat. sery Tak więc i Jezus od najmłodszych swych lat musiał go znać! Najpierw rzecz jasna jak u każdego dzieciąteczka było mleko, potem zaś musiał być ser. Szukam w źródłach biblijnych i co się okazuje, że w tradycji polskiej też przechowało się coś co znane od wieków w tradycji pasterskiej, również obecnej na Bliskim Wschodzie. Jest to coś, co nazywa się gomółką polską. Wykonanie tego produktu jest dosyć proste. Powstaje na bazie wygrzanego mleka zakwaszonego. Budujący się wtedy skrzep zbiera się bardzo mocno odciska, potem wkłada do formy by powstała rzeczona gomółka. Kilkakrotnie się soli na sucho, następnie zaś suszy się w przewiewnym miejscu o niskiej wilgotności. Tak wykonany produkt wytrzymuje przez dobrych kilka miesięcy nadając się do jedzenia. Mój przyjaciel Jarek Dumanowski, też od czasu do czasu obecny na tych łamach, zapytany o takie starodawne wynalazki mówi – wiesz, ale oni tylko jednym dwoma zdaniami kwitują cały proces technologiczny. Nic dla ciebie nie wydobędę, eksperymentuj i działaj. No tom podziałał i rzeczywiście wyżej wymieniona gomółka prosta jest, trwała jest, jeno po pewnym czasie trzeba mieć zdrowe zęby, żeby się do niej dobrać. I tego zdrowia Szanowny Czytelniku Ci życzę z okazji Świąt, tych jakże pięknych i niosących nadzieję. Wszystkiego najlepszego! Marek Grądzki