Lekarstwo ugotowane

Lekarstwo ugotowane

“Wiedząca, jak najlepiej zjeść”. Tak dosłownie nazywają mnie brytyjscy przyjaciele, jakbym była Indianką. 

Faktycznie, mam do tego nosa. Jedzenie jest dla mnie najważniejsze. Cała jestem jedzeniem: mam zdrową skórę, bo jem to, co ją odżywia. Zachowuję dobrą sylwetkę, bo wiem co mi dodaje energii i unikam tego, co tuczy. Wiem, co wzmacnia moje paznokcie, włosy i wzrok. O jedzeniu myślę stale, a szykując rozmaite potrawy relaksuję się. Siekanie wonnych ziół, mieszanie w garnku świeżych warzyw i zdrowego mięsa mnie uspakaja.

Gotowanie jest terapią pod warunkiem, że jestem nim całkowicie pochłonięta, że zapominam o tym czy zdążę, co będzie po …. czy się uda? Staram się myśleć tylko o tym, co robię w danej chwili, skupiać na dotyku, zapachu, konsystencji tego co gotuję. Bawię się tym tak, jak dzieci w piaskownicy, stukające łopatką o wiaderko „udaj mi się babko…..” Zabawa kończy się dobrym obiadem, a karmiąc najbliższych czuję się spełniona. Patrzę, jak się oblizują i dokładają więcej i cieszę się, że mogę dać im niezapomniane chwile.

Jedzenie jest też moim lekarstwem. Od wielu lat zajmuję się medycyną alternatywną. Prowadzę w Londynie aptekę homeopatyczną. Wiem, że gdy po zimie zaczynają mnie boleć stawy, to czas na antyreumatyczne curry. Trzeba odstawić mięso, bo zakwasza organizm i karmi prostaglandyny, a one z kolei powodują zapalenia. Śmieszę męża, gdy wpadam do domu po pracy i mówię, że muszę sobie ugotować lekarstwo, bo bolą mnie nadgarstki. Kroję wtedy słodkie ziemniaki, cebulę i czosnek. Przyprawiam je przeciwzapalnym imbirem, kurkumą, chilli i kminem. Na końcu posypuję zieloną kolendrą. Podaję z jogurtem lub polewam olejem lnianym…i kuracja przeciwzapalna rozpoczęta. Będę też przez jakiś czas piła ocet winny, bo oczyszcza stawy i odkwasza organizm. Herbatę zastąpię wodą z cytryną. Zrezygnuję z białego pieczywa i makaronu. Do pracy zabiorę sałatkę z kaszą jaglaną, z dużą ilością olejów roślinnych i orzechów. Na śniadanie zjem wyłącznie owoce, owsiankę albo jajka, byle jak najmniej cukru. Będzie też sporo ryb. Z takim sztandarem wyruszam na wojnę z reumatyzmem.

Jedzenie jest moją obsesją. Każdą zagraniczną wyprawę zaczynam od wizyty w spożywczym lub na targu. Snuję własne teorie o kulturze tubylców obserwując co i jak jedzą. Wyjątkowo odkrywczą kulinarnie była dla mnie podróż po południowych Stanach Ameryki Północnej. Smakując różne potrawy, poznawałam historię kolonizacji tej części świata i składniki przywiezione do Ameryki przez przybyszów z Francji. Innym razem zaskoczyła mnie kuchnia peruwiańska. Jest niezwykle urozmaicona. Dowiedziałam się na przykład, że ziemniaki, których mają kilka tysięcy zarejestrowanych gatunków, dali światu Inkowie. Winogrona też. A Hiszpanie przywieźli to wszystko do Europy. Zgłębiam kuchnie świata nie tylko podróżując. Czytam z przyjemnością książki kucharskie, z reguły jednak unikam telewizyjnych programów o gotowaniu. Mogę za to godzinami gadać z moją przyjaciółką z Nowego Jorku o nadziewanej kaczce i jak wyciągnąć z niej wszystkie kosteczki; o czekoladowych sernikach robionych z awokado, albo truskawkach z octem balsamicznym i czarnym pieprzem. Kathy jest Żydówką. Zawsze klaszczemy w dłonie i wybuchamy śmiechem, gdy udaje nam się znaleźć kolejny wspólny mianownik obu kuchni – polskiej i żydowskiej.

Chyba gotowanie jest też dla mnie namiastką seksu. Rozbudza zmysłowość, zwłaszcza gdy się wie, jakie jedzenie wspomaga libido. Jest jeszcze to moje jedzenie nieostającym źródłem sporów: czyj bigos jest najsmaczniejszy? Dlaczego słynne serniki z Nowego Jorku miałyby górować nad naszym, wiedeńskim? Czy kuchnia wegańska jest zdrowa? Jakie potrawy należy ze sobą łączyć, a mariażu których warto unikać? W końcu, jak karmić się w zgodzie z własna grupą krwi? Jeść tylko to co sezonowe, czy wręcz przeciwnie? To tylko kilka moich kulinarnych koników. A z jedzeniem, jak wiadomo, w parze idzie picie. To jednak zupełnie inna bajka.

Alina Frymorgen, homeopatka. Prowadzi w Londynie sklep zielarski. Nie kucharka, nie pisarka, ale pasjonatka…zdrowego życia i jedzenia. Fot. Bogdan Frymorgen

Dodaj komentarz