Le Monde

Le Monde

Aż wierzyć się nie chce, że w markecie można tak dobrze i lekko zjeść. Do Le Monde warto pójść z jeszcze jednego powodu. Obok jest sklep ze sprzętem RTV, więc wyprawa z żoną pozwoli i tam zajrzeć. I nie będzie gadane, po co!

Byliśmy w tej restauracji kilka razy. Za każdym razem było świeżo, niebanalnie i z fantazją. Nie zapomnę, kiedy po zjedzonym objedzie zamówiliśmy na deser pizzę, prosząc kelnerkę, żeby skomponować ją deserowo. Kucharz zaszalał, sporządził białą pizzę z gorgonzolą, świeżym ananasem i ziołami. Miodzio.

A gdyż miałem interes, żeby u sąsiadów zobaczyć Fiio Q1 Mark II, zainteresowałem M. wypadem na sałaty i coś jeszcze do Le Monde, które rozłożyło się w Leclerc-u. M., jak to zwykle, musiała zajrzeć do torebek, to ja myk do Fiio. Zeszło mi dłużej niż jej przy torebkach – telefon – i za chwilę siedzieliśmy w przytulnej bardzo restauracji. Tak sprytnie zaprojektowanej, że człowiek ma komfort osobności. Kelnerki rasowe, z dystyngowaną manierą i zawodową czułością do klienta.

Bukiet sałat, oliwki, kapary, pomidorki cherry, prażone siemię lniane, pasta z makreli i avocado

Na początek poszła sałata z makrelą i avocado. Bukiet sałat, oliwki, kapary, pomidorki cherry, prażone siemię lniane, pasta z makreli i avocado właśnie. Smak nas zaintrygował. Porcje pasty można było dozować do sałat. Szkoda, że kelnerka nie wpadła, że warto podejść z dużym młynkiem i zaproponować świeży pieprz. Ale cóż. Po wymieszaniu, gdy oliwa otoczyła każdy składnik, zaczęła się uczta. Złożenie odrobiny pasty i połówki dużego kapara – wyśmienite. Pomidor pasta bardzo ok. Prażone siemię dodało sałacie szczypty dekadencji. To jedna z najlepszych sałat, jak jedliśmy w Lublinie.

Krem z białych warzyw, świeżo, aromatycznie

W Le Monde codziennie gotuje się inna zupa. Brawo. Akurat był krem z białych warzyw, za którym nie przepadam.  Z oliwą i pestkami dyniowymi. Kilka łyżek sprawiło, że do tej wersji się przekonałem. Dużo smaku, na kilku poziomach. Trochę mi nie pasował banalny chips z boczku, ale spóźniona moda z Warszawy namieszała kucharzom w głowie i chipsują zupy na potegę.

Polędwiczki po andaluzyjsku marynowane w wędzonej papryce

Co na drugie? W karcie sporo fajnych dań. M. zamówiła polędwiczkę po andaluzyjsku. Dopiero co wróciliśmy z Lanckorony, gdzie w Cafe Pensjonat Lanckorona Dominika Zaręba specjalizuje się w andaluzyjskich daniach, przyrządzając genialną soczewicę po andaluzyjsku. Polędwiczkę zamarynowano w wędzonej papryce – i to był strzał w dychę. Duszone warzywkach, mięso z ziemniakami i koperkiem, bajka. Zachwyciły nas ziemniaki. Przedobre. Aż zapytaliśmy kelnerkę, jak to odmiana. Bellarosa – różowy ziemniak o doskonałym smaku. Wyjadłem M. połowę ziemniaków, przypomniał się czuły smak dzieciństwa. Piękna sprawa.

Octopus Spinacci: 2 mule, 2 krewetki, ośmiornica, młody szpinak, czosnek, masło, natka pietruszki grana padano

Ja zamówiłem makaron o cudownej nazwie Octopus Spinacci: 2 mule, 2 krewetki, ośmiornica, młody szpinak, czosnek, masło, natka pietruszki grana padano. Tak to ja mogę codziennie. Makaron – al dente jak trzeba. Ośmiornica z grilla wyborna. Krewetki smakowite, jeno mule zmarniałe i słabo udane. Generalnie pomysł dobry, ale zabrakło harmonii na talerzu. Z jednej strony to dobrze, że poszczególne składniki zachowały osobny smak, z drugiej mogły lepiej współgrać na talerzu. Ale na dobre owoce morza po włosku trzeba iść do siostrzanej restauracji Arte del Gusto. Najedzeni fest odpuściliśmy desery, a Le Monde ma je bardzo dobre. Brownie nie ma sobie równych.

Podsumowanie? Pewne miejsce na dobry obiad. Dobrze zorganizowana przestrzeń, dbałość o detale, porcelanę. Dobrze ułożona karta. Świeżo, lekko, ale można najeść się do syta. Ceny bardzo przyzwoite. Porządek, bo rygor trzyma właścicielka Agnieszka Przytuła, codziennie wizytując miejsce i sprawdzając jakość. Kawałek Europy na talerzu w Lublinie. Polecamy.

****

Waldemar Sulisz

Dodaj komentarz