Jam ci w królewstwie moim

No i niech tam przedstawiam się Wam w moim królestwie. Kotły serowarskie, stoły, wszystko w kafelkach, żeby łatwo zmyć. Wnętrze takie dosyć chłodne jak na to, co tu powstaje, ale wszystko zgodne z wymogami produkcji zdrowej żywności. Kiedyś sery otrzymywano na halach, w szałasach, przy strumykach, czyli bieżącej wodzie, niedaleko jaskiń, w których na drewnianych półkach je składano. Dzisiejsze sanepidy szybciutko najpierw obrzuciwszy producenta mandatami taki zakład by zamknęły. A przecież wonczas jak i dzisiaj takim wyduszonym w prymitywnych warunkach wytworem ludzkich rąk nikt się nie otruł, bo przecież serem otruć się nie da. Dowodem na to siedem i pół tysiąca lat historii. Jedyne co to gdy się zepsuje zjeść go nie będzie można bo będzie nie zjadliwy. No dobrze starczy tych wyrzekań. Spójrz dokładniej Szanowny Czytelniku na ser, który leży na stalowym stoliku. Otóż raczyłem sobie poeksperymentować i wsadziłem do niego pokrojoną w grubości pół centymetra krążki czerwoną cebulę. Gdy dojrzeje, a ten za długo dojrzewać nie musi będzie pyszny. Bo ser można łączyć ze wszystkimi smakami. Od słodkości począwszy, poprzez słoność, która mu naturalna, nawet do gorzkości, wychodzącej w rocznym, dojrzałym, koniecznym do złamania przez czerwone wino, poprzez kwaśność świeżaka. Marek Grądzki