Grzegorz Józefczuk: Pojedź do Czerniowiec

Stolica Bukowiny, niezwykłe miasto położone obecnie na Ukrainie na wysokości granicy mołdawsko-rumuńskiej, niegdyś najbardziej na wschód wysunięty i dlatego tak wyróżniony przyczółek CK Monarchii, szykowny i wielokulturowy, na gościu nie tylko z Lublina zrobi wielkie wrażenie. Jakie cuda tu się musiały dziać w drugiej połowie XIX wieku! Jak relacjonują podróżnicy dawnych lat, ulice zamiatano bukietami róż, a księgarń było więcej niż kawiarni, chociaż tych była masa... Dzisiaj Czerniowce również prezentują się znakomicie, po europejsku, ludzie są mili, miasto otwarte na świat, czyste, zadbane, domy i kamienice wyremontowane i oświetlone. Ma urok i charakter, cudownie wpisuje się w przyrodniczy krajobraz! Zabytki robią wrażenie, dawna rezydencja prawosławnych biskupów Bukowiny i Dalmacji (obecnie uniwersytet) znajduje się na Liście Dziedzictwa UNESCO, teatr, filharmonia, muzea, wille, pałace, kamienice przyciagają oko różnorodnością dekoracji, obiekty sakralne również kuszą w różnorodny sposób, jak na przykład cerkiew św. Mikołaja, zwana pijaną, ponieważ kolumienki jej mniejszych kopuł zbudowano nie pionowo lecz spiralnie, więc wyglądają jakby się zataczały... Ludzie tu mili, rozmowni, delikatni, wszędzie czysto, gustownie, ceny umiarkowane, taksówki mają liczniki, na ulicach nikt nie przeklina, co jak na warunki ukraińskie jest ważną zaletą i dlatego Czerniowce biją chyba na głowę Lwów czy Drohobycz, nasze ukochane miasta Zachodniej Ukrainy. Inny świat. A i lubelski deptak blado wypada przy czerniowieckim, nie mówiąc już o tym, że w centrum Czerniowiec rosną setki klonów... Deptak w Czerniowcach przy ulicy Olgi Kobylańskiej ma ozdoby krawężnikowe z nazwą miasta podaną w różnych językach, w tym po polsku i w jidysz. Tutaj koncentruje się życie miasta, tutaj tętni towarzysko-kawiarniany puls Czerniowiec, aczkolwiek i w wielu jego innych częściach jest doprawdy dużo oryginalnych przybytków kawiarniano-restauracyjnych oraz najważniejsze tutejsze instytucje kultury i sztuki. PAŃSKA HURALNIA Na deptaku Olgi Kobylańskiej pod numerem 5 otwarto kilka miesięcy temu nowy i bardzo reprezentatywny lokal Pańska Huralnia. Nawiązuje do dawnej nazwy ulicy Kobylańskiej, jak w wielu miastach tych ziem CK najważniejszy trakt był ulicą Pańską. Natomiast Huralnia to archaiczna nazwa gorzelni, warzelni, manufaktury alkoholu i wódek. Restauracja jest duża, z wysokimi oknami na deptak, z bardzo dobrym, gustownym i przemyślanym wystrojem, w którym ważną lecz bynajmniej nie dominującą rolę pełnią dawne i nowe urządzenia do destylacji. Sztuka tego dizajnu polega na tym, że nic się nie narzuca, a wszystko razem tworzy przyjemnie harmonijną całość przestrzeni przyjaznej klientowi, w której przenikają się stylizacje i funkcjonalność. Toaleta, rzecz jasna, na piątkę. Myląc ręce można oglądać video (video, nie foto!) z tym, co dzieje się na deptaku... Co jeszcze? Lokal puszcza tylko muzykę ukraińską, do wifi nie trzeba hasła, stoliki mają dzwonki do kolenerów (kelnerek!). Jednym słowem: bardzo wysoki, najwyższy poziom dla ambitnego i wcale nie koniecznie zamożego klienta. DRYNDULIJCHA ZE ZŁOTĄ RYBKĄ Degustowaliśmy menu śniadaniowe, lecz dla zasady napiszmy najpierw coś o napitkach. Są nalewki i nastojanki, te drugie to napoje bardziej esencjonalne i złożone. Pańska Huralnia produkuje i serwuje sporo ich rodzajów, kto zasmakuje, może nabyć i flaszkę, udając się do specjalnej piwniczki, gdzie sam sobie naleje z beczki tyle do butelki, ile pragnie oraz nalepi zindywidulizaoną etykietę. Aktualnie były nalewki: Jagoducha (czarna porzeczka), Werenucha (morelowa), Dryndulijcha (żurawinowa), Staroświecka (śliwaka, z informacją: nalewka dla wpływowych panien), Cytrynucha (cytrynowa) oraz Lodzik Wiśniowy (napój, który chłodzi rozum i rozpala serce). Kieliszeczek 15 hrywien, buteleczka 150. Dla smakoszy Pańska oferuje Zestaw Degustacyjny, 8 kieliszeczków nalewek po 35 ml za 68 hrywien (czyli za około 12-13 złotych). Nastojanek jest też sporo, m.in. Karpacka, Pokrzywowa (uspokaja i wzmacnia), Pijany Korzeń (czyli imbirowa). Pańska produkuje 5 rodzajów własnego piwa Hojra: jasne, premium, pszeniczne niefilitrowane, ciemne, czerwone i bezalkoholowe. Ponadto są koktajle piwne, w tym 5 rodzajów piwnych bezalkoholowych! Są i specjalne zakąski, do nalewek na przykład jabłka w kożuszku czy ser smażony lub co kto woli z menu. A do piwa Pańska poleca na przykład Zakąskę dla 4 Dużych Panów lub 8 Panienek (deska kiełbasek własnego wyrobu z kurczaka i wieprzowiny), Uszczypci (małe kotlety z baraniny i wołowiny), Kiełbaski z Pańskiego Folwarku oraz... Złotą Rybkę do Piwa (szprotki zasmażane w mące kukurydzianej). TRZY NACJE KULINARNE Menu Pańskiej Huralni informuje (rodzaj drukowanej co miesiąc gazety) klienta, ile czasu zajmuje przygotowanie dania, ma słowniczek niektórych specjałów oraz wskazuje, z jakiej kuchni wywodzi się danie - z kuchni ukraińskiej, żydowskiej czy rumuńsko-mołdawskiej. My spróbowaliśmy skromnie, była godzina 11 rano, w Polsce dopiero 10: śniadaniową jajecznicę na bekonie z serowymi tostami oraz omlet z szynką i serem (plus herabatę, kawę i piwo). Dania oceniamy jako akurat: tyle ile trzeba i bez nadmiaru dekoracji, estetycznie podane, przyjemnie zaskakujące (jajecznica: jajko jak sadzone środkowo na czterech symetrycznych kawałkach bekonu) i smaczne. Więc niebawem ja jeszcze poprosiłem o banosz z bryndzą a moi towarzysze o sztrudel z jabłkami oraz lody z czekoladą. Czuliśmy, że moglibyśmy tak do wieczora tym bardziej, że mieliśmy widok na deptak i akurat był czas ślubów, w przyjemnym chłodzie klimatyzowanej sali oglądaliśmy za oknem bajecznie kolorowe panny i kawalerów, ich gości i cały ten świat min, gestów, uśmiechów... Menu Pańskiej jest bogate, klarownie wyróżnia zupy, dania z mięsa, drób, ryby, dziczyznę, zakąski, desery itp. Wśród zup prym wiedzie barszcz ukraiński oraz grzybowa Pańska Szczerba (z białych grzybów czyli prawdziwków), juszka (bulion na grzybach, domowy z jajkiem i kluseczkami), zupa z królika, kapuśniaczek na żeberkach i jako nowość - krem z cukini. Wśród dań głównych uwagę zwraca mięso Jak u Pastucha (patelnia cielęciny z warzywami w śmietanie), cielęcina z czerwoną fasolą i śliwkami, królik Jak u Babci (w sosie śmietankowym z białymi grzybami), Kaczka Wędrowniczka (z jabłkami grillowanymi, w sosie z leśnych jagód), Baranina Zamożnego Pana (w sosie słodko-kwaśnym) itd. Jest i żydowski cymes, rumuński frigeraj czyli szaszłyk z wątróbek, mititiei czyli małe kiełbaski z grilla. Złoto na Talerzu to gorąca zakąska z kukurydzy, ardei to po rumuńsku faszerowana papryka z kurczakiem i grzybami, są i papryki kozacka, czyli pieczone z pomidorami. Wareniki (pierożki) karta menu oferuje w 6 rodzajach, nie tylko z serem, cebulą i skwarkami, z mięsem i grzybami czy wiśniami lub z bryndzą, także z makiem. A czekoladowe grubaski to pierogi czekoladowe z serem i wiśniami. Banosz występuje pod 4 postaciami, pod kilkoma ziemniaki, zwane barabolkami. Dodatkowo lokal akcentuje sezonowość pewnych produktów, obok głównego było jeszcze Menu Brzoskiwiniowo-Mirabelkowe dla Smakoszy, a w nim m.in. nóżka kaczki z brzoskwiniami i cielęcina z mirabelkami w sosie wiśniowym. BANOSZ, LAWASZ, MITITEI... Zakochałem się w banoszu. Prosta, fundamentalna potrawa zakarpacka i rumuńska z mąki kukurydzianej wspartej masłem zapewnia wiele odcieni smakowych. Tym bardziej w tak gorące dni. Dość powiedzieć, że na jednym z lokalnych targów czerniowieckich sprzedaje się 5 rodzajów mąki kukurydzianej, zaś masła 2 rodzaje... w postaci nalewanej (poza tymi w kostkach). Multiplikacje kulinarne dzięki dodatkom bryndzy o delikatnie różnych smakach, tłuszczu i przeróżnych skwarków, grzebów lub czego dusza zapragnie a podniebienie wytrzyma otwierają pole do popisu i konsumpcji. Smaczny ser pojawiał się w najróżniejszej postaci i ilości, różnego rodzaju, w postaci wiodącej lub jako dodatek. Bardzo przypadł mi do gustu lawasz, podobny do meksykańskiej torttili placek o ormiańskim rodowodzie, bodaj mikronowej grubości! Jest tak cienki, że ktoś z zewnątrz pomyśleć może, że jesz dania zapakowane w pergamin razem z nim. Polecam mititei, smakowite rumuńskie mielone, które mają formą kiełbasek, a których smak współtworzy m.in. suszona kruszona papryka. Tak, bedę za mititei tęsknił. Również wspomniane rumuńsko-mołdawskie frigeruj są godne polecenia; generalnie dają tu dobrą wątróbkę. Moi przyjaciele chwalili mięsa, rozkoszowali się żeberkami (te polskie to straszne chudziny)... FRANCISZEK JÓZEF I CZARNY HAMBURGER Przy placu Centralnym, obok Muzeum Sztuki Współczesnej, na malutkim, usytuowanym nad księgarnią pięterku znajduje się Literatur Cafe. Powita was portret Franciszka Józefa! Traficie bez problemu, na parterze elewacji okazałego budynku zobaczycie sympatyczny pomniczek: wspomnianą na początku różę, symbol tych róż, którymi zamiatano przed ponad stu laty corso w Czerniowcach. Na pięterku dobrze smakuje koniaczek i kawa. Młodzież wychowana na innej popkulturze kulinarnej sprawi sobie przyjemność w lokalu Zone (pod hasłem secret kitchen czyli cafe i coś więcej) przy placu Teatralnym 3, którego jadłospis przygotował Igor Bragin, przewodniczący Kijowskiej Asocjacji Szefów Kuchni. Polecamy, bo nasz człowiek próbował i bardzo chwalił, zestaw z burgerem z cielęciną. Uwaga! Bułka hamburgera jest... czarna, podobno dzięki użyciu tzw. atramentu kalamarów (a ziemniaki podaje się w kulkach na patyku). Dzieci (ale chyba i dorosłych) przyciągnie niewielka Majsternia Karmelu na deptaku, bo jej witryna czaruje kolorami cukierkowych wyrobów. Atrakcja jest nie byle jaka: można karmelkowe cuda zrobić samemu, albo też oglądać fachowców jak formują cukrowe tworzywo na cukierki. Patriota zwróci uwagę na Kwinto, restaurację z ogródkiem przy deptaku, której nazwę zaczerpnięto ze sławnego polskiego filmu. Dla zadumanych młodych intelektualistów jest kameralna Najpiękniejsza Kawiarnia na Rogu Uniwersyteckiej i Skoworody przy Uniwersyteckiej 17... Coż, z Lublina jeździ do Czerniowiec autobus, zobaczcie sami. POLACY Nie tylko Kwinto wywołuje konotacje z Polską. W innym lokalu trafimy na naleśniki polskie lub sernik. Obecnie w 260-tysięcznym mieście żyje około 1,5 tysiąca Polaków, w XIX wieku stanowili 14 procent ludność. Mają tu chyba dobrą opinię. Zapewne ma w tym zasługę Antoni Kochanowski (1817-1906), upamiętniony ulicą i tablicą burmistrz Czerniowiec w latach 1886-1874 i 1887-1905, w latach 1874-1884 zarządca Księstwa Bukowiny, przez Franciszka Józefa uhonorowany tytułem barona. Podobno jego ród wywodzi się od Jana Kochanowskiego. We współczesnych Czerniowcach poeci są cenieni, odbywa się tu prestiżowy Międzynarodowy Festiwal Literacki Meridian Czernowitz, któremu patronuje Paul Celan, autor "Fugi śmierci". W księgarni przy Literatur Cafe znajdziemy poezje Bogdana Zadury, naszego przyjaciela z Puław, redaktora naczelnego Twórczości, gościa Meridianu. Rzecz jasna, nie wszystko jest idealnie, więc nie ma sie czemu dziwić, że aby uczcić pamięć wielkie poety Celana (ma tu też pomnik i ulicę) wyremontowno fasadę domu, gdzie mieszkał, ale podobno pomylono numery: mieszkał pod 3, wyremontowano 5... I na koniec: w Czerniowcach urodził się i studiował obecny premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk... Grzegorz Józefczuk