Grill Bar przy Witosa

Grill Bar przy Witosa

Przy Witosa. Najlepsza golonka z grilla! Pierwszorzędna kiełbacha z wędzarki. Plastry szynki z rożna. Wybitne małosolne, kiszone i korniszony. Wsiadać i jechać na wyżerkę nie z tej ziemi.

To jedno z najpóźniej odkrytych miejsc na kulinarnej mapie Lublina. W głowę zachodzimy, jak to możliwe. W końcu namierzyliśmy to miejsce. Smaku narobili nam młodzi entuzjaści z Enjoy – Trip, Fun, Taste. Na zegarze była 16, i niestety prawie pusta karta, bo wyjątkowo lokal czynny do 18. Zjedliśmy flaki, mocne mięsne, mocno podkręcone słonymi przyprawami i golonkę z grilla. Golonka bomba. Od tamtej pory jedliśmy u Pana Sławka (Szef Sławomir Wołoszyn) kilka razy. Za każdym razem bierzemy golonkę. Dlaczego?

W kwestii golonki mamy w Lublinie i okolicy kilka adresów. Od Hadesu, gdzie podają golonkę wedle receptury Kazimierza Grześkowiaka (a czasem i golonkę po poznańsku dla o. Tomasza Dostatniego), przez Grodzką 15 (wyjątkowo smaczna golonka z młodego prosiaka), golonkę w restauracji Przystań (klasyczna z wody), golonkę w Karczmie Biesiada w Wojciechowie, wyjątkowo chrupiącą golonkę w Zajeździe Marta w Pułankowicach oraz owianą leśnym dymem i legendą golonkę w Zajeździe Przy Kominku w Pikulach (za Janowem Lubelskim, na Rzeszów).

W tak pięknym pejzażu golonkowych uniesień golonka od Pana Sławka zajmuje miejsce na podium. Po pierwsze starannie dobrany produkt. Czyli od małych, lokalnych dostawców. Mięso jest pachnące, aromatyczne, nie trzeba go katować saletrą, żeby skruszało, ani Kucharkiem, żeby zabić smak knura – co się niestety w restauracjach często dzieje. Po drugie naturalne przyprawy do solanki, które dyskretnie doprawiają smak. Po trzecie gotowanie w rosole. Po czwarte grill opalany drewnem. Po piąte, szef Sławek ma rękę i serce do golonki. Do golonki idą wyśmienite ogórki w kilku wersjach. Zgodnie z rytmem natury – najpierw małosolne, potem kiszone z beczki, potem rewolucyjnie dobrutkie małosolne. A ja jaj!

Żeby zrobić sobie dobry wstęp do uczty warto poprosić o talerzyk wędlin z wędzarki. Jak traficie, jak wyskakują z wędzarki gorące, będzie odlot. Jest świetna wiejska, szynka, boczki, wybitnych schabik. Kaszanka na zimno – bajka, salceson takoż.

Co po golonce? Albo druga, mniejsza. Albo plaster szynki. Ktoś pamięta z dzieciństwa, jak szynka wychodziła z wędzarki. Plaster ciachnięty nożem smakował nie z tej ziemi. Tamten smak jest tu, na Witosa. Takiej szynki z grilla nie dostaniecie nigdzie. Soczysta, chrupiąca, z wonnym tłuszczykiem otulającym mięso. A ja jaj!

Jeno, co nas w tym pejzażu uwiera, to czeskie piwo z kija, rozlewane w Polsce, które tak ma się do czeskiego piwa, jak jamnik do wilczura. Panie Sławku, może jakiś dobry kraft od Rzemieślników. A co do kraftu – Grill Bar przy Witosa to najprawdziwszy kraftowy bar.  Z tradycją przedwojennych artystów rzemieślników, co czynili wędliny po bożemu, z zachowaniem klasycznych marynat i potem przypraw do mięsa. Kiełbasa miała mieć oczko i już.

To by było na tyle, bo nie ma co pisać i pisać. Takiej golonki nie zjecie nigdzie indziej w Lublinie. Aha, jeszcze są żeberka z grilla. Kaszanka i kiełbacha.

*****

Waldemar Sulisz

 

 

Dodaj komentarz