Berlin pod znakiem wielkiego smaku

Wiem, że ze wschodnich rubieży dojechać do Berlina nie tak łatwo i czasu trzeba na to wiele poświęcić, ale w drugiej połowie stycznia zaiste warto to uczynić. Wtedy to bowiem odbywa się tam wielkie, światowe święto dobrej, zdrowej żywności, pod nazwą Grüne Woche.   2 Ale przecież jedną z naszych najważniejszych zdobyczy ostatniego czasu są drogi. Nic tylko śmigać A-2 i będziemy u celu. Rokrocznie  w hali 11 mieści się polska ekspozycja. Jest stoisko ministerialne na nim naćpane, bez większego ładu i składu, to czym powinniśmy się szczycić, do tego jakiś kolorowych szpargałów porozkładane, część po angielsku, a sąsiedzi zza Odry najchętniej się swoim językiem posługują. Jedno czego nie brakowało, to jabłek i na dodatek smacznych odmian. Pozostała część ekspozycji urządzana była przez Urzędy Marszałkowskie. 3 Tutaj było bogato, kolorowo i smacznie. Niestety co stwierdzam z wielkim żalem po raz kolejny zabrakło przedstawicielstwa wschodnich kresów Najjaśniejszej, nie było więc i Lubelskiego. Wielkopolska zaprezentowała się za to bogato. Najsmaczniejszym elementem były robione na żywo pierogi z różnymi nadzieniami – z ziemniakami i serem, mięsem mieszanym wołowo, drobiowo, wieprzowym, szpinakiem z serem, truskawkami. Zwiedzający stawali tocząc ślinotok i czekali grzecznie w kolejce aż wypłyną. Obok stały lody robione tradycyjnie, jak Pan Bóg przykazał, więc i smakiem przewyższające po stokroć proszkowe, włoskie wynalazki. sery ok Były też i moje sery, które nie chwalęcy się śmiało konkurowały z włoskimi czy francuskimi. Ot, nawiozłem do domu pełną siatkę tradycyjnych francuskich wędlin długodojrzewających, bo paradujący w beretach z  baskijską antenką sprzedawcy przynosili mi je w drodze wymiany za moje produkty. 4 Pojawili się i Włosi próbując mojego rocznego wynalazku, krzyczeli jak to oni, że lepszy od ich gorgonzoli z Kalabrii. Było więc kilka momentów, od których ciepło się na sercu robiło. Sąsiadami było Małopolskie. Tam królował Krzysiu Maurer, więc krzepi serca, krasi lica nasa łącka śliwowica. Bywało gorąco, ale szczęściem na przekąskę był pyszny wędzony pstrąg z Ojcowskiego Parku Krajobrazowego. W Zachodniopomorskiem królowały Wina od Turnaua, które zręcznie łączyłem z moją deską serów. W Kujawsko Pomorskiem pyszniła się gęś kołudzka w różnych postaciach, obok niej musztardy i chrzany Józia Siadaka. Do tego prawie każdy region wystawiał swojego masarza. Pyszniły się więc na kijach kiełbasy, szynki i schaby, łakomo pochłaniane przez zwiedzających. Były regionalne browary polewające niepasteryzowane wynalazki. Można więc było się objeść, opić do woli. Desktop11 Zaiste mistrz Waldemar Sulisz  chodząc tam czułby się jak u siebie na Europejskim Festiwalu Smaku. Do tego holenderskie kwiaty, marokańskie słodziutkie pomidory i olej arganowy, bogactw wszelkich co niemiara! Tak więc zwracam się do Was Szanowni Lublinianie – namówcie swojego Marszałka, by w przyszłym roku wschodnie rubieże Rzeczpospolitej były należycie reprezentowane na tym liczącym się w świecie wydarzeniu. Wasz  Marek Grądzki