Bar Taurus. Słynna golonka pilzneńska. Do chrzanu! Recenzja

O słynnej golonce z Pilzna krążą legendy. W końcu na nią trafiliśmy w barze Taurus przy autostradzie A4. Na drodze z Lanckorony do Lublina. Miała być petarda, a była jedna z najgorszych golonek, jakie jedliśmy. Pilzno słynie z gotyckiego fary, Muzeum Lalek i golonki z zakładów "Taurus" Tęskniłem za taką golonką, z racji lokalnego patriotyzmu - ja z Dębicy, ona z Pilzna. Także z racji wyśmienitych wędlin przez firmę "Taurus" wytwarzanych. Stamtąd właśnie golonka w barze Taurus pochodziła. Na stronie sieci owych barów czytamy, że "Wszystkie dania przygotowujemy na miejscu. Potrawy są świeżo gotowane. Nie serwujemy dań z gotowych produktów wcześniej zamrożonych". Oraz, że "Serwowane dania gotowane są ze świeżych a nie mrożonych surowców. Mięso i wędliny są zawsze świeże i pochodzą z należącego do firmy Zakładu Przetwórstwa Mięsa w Pilźnie". Czegóż więcej chcieć.
Na stronie barów Taurus czytamy: "Golonka podkarpacka z Pilzna to sztandarowy produkt wszystkich barów. Golonka jest tu produkowana wg własnej receptury. Tajemnica smaku tkwi w technologii produkcji polegającej na zastosowaniu odpowiednich przypraw i szczególnych warunków pieczenia. Golonka podkarpacka z Pilzna to rarytas dla smakoszy, którzy specjalnie dla niej odwiedzają nasze bary. Została także dostrzeżona przez jurorów wielu konkursów. Golonka podkarpacka z Pilzna została wpisana na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, posiada Godło Promocyjne Teraz Polska i odznaczenie w konkursie Nasze Kulinarne Dziedzictwo Perła 2008. Od 8 lat corocznie w Pilźnie organizowane jest Święto Golonki ze słynnym Ogólnopolskim Konkursem Jedzenia Golonki na Czas".
No, po  takim tekście - musieliśmy tam być. Bar nowoczesny, w środku tłok i młyn. Ludzie z numerkami czekają przy stole. Kiedy spytałem o słynną golonkę, pani wskazała ladę z bemarami. W naczyniu były 4 golonki, dwie w całości, dwie w kawałkach. Pierwszy rzut oka i szczecina. Drugi - obeschnięte kawałki mięsa. Ale zapewnienia, że bardzo dobre będzie - poskutkowały. Za chwilę na plastikowych talerzach leżały 2 golonki, dobrałem marynowane marchewki i sałatkę szwedzką. Przysiedliśmy na dworze. Golonki - z bliska - nie sprawiały dobrego wrażenia. Nie za gorące, jeno ciepłe. Obróciłem swoją szczeciną w dól. Przebiwszy się nożem przez grubą skórę i porządną warstwę tłuszczu - w żółtawym odcieniu - dotarłem do mięsa. Czerwień zdradzała saletrę. Pierwszy kęs. Nikt tu nie patyczkował się z marynatą wonną od przypraw. Zapach mięsa, słoniny, soli - był na pierwszym miejscu. Smak? Podstawowy. Marchewki marynowane - poprawiły humor. Zacząłem wyjadać mięso ze środka, bo z zewnątrz paskudnie wyschło i zbrązowiało. Nie było sensu jeść.To była jedna z najgorszych golonek, jakie jedliśmy. M. - mniejszą zjadła, bo golonki lubi. Ale podczas jazdy - jej golonka siadła na żołądku. Do chrzanu z taką golonką. Barowi Taurus - mówimy nie! Mając nadzieję, że to jakiś straszliwy przypadek. W tym roku, po raz pierwszy w naszym domu pod Lubliniem gościły wędliny z Taurusa. Wyborna kiełbasa, szyneczka, boczek. Takich smaków, takiej jakości, takich aromatów - dawno na naszym stole nie było. Ale będą za rok, i za rok... Waldemar Sulisz