Zderzonka. Arka piwno-mięsna w Tarnopolu

Fantazja ludzka, specjalnie w dziedzinie restauracji i kulinariów, nie zna granic. Przekonałem się o tym niedawno 343 kilometry na wschód od Lublina, w Tarnopolu na Ukrainie, dzięki przypadkowej ale jakże owocnej wizycie w lokalu o wdzięcznej nazwie "Arka" (czyli po ukraińsku "Kowczer"). arka 2 Kiedy przejeżdża się przez miasto, w którym się nigdy nie było, trudno trafić w ciekawe miejsce. Na dwoje babka wróżyła, można przecież trafić i w miejsce gastronomicznie mało ciekawe, nawet okropne, dlatego wiele osób wybiera dla bezpieczeństwa restauracje hotelowe (Boże broń!) albo stacje benzynowe, aby głód załagodzić kawą lub parówą z kiełbaską (Boże broń!). Na szczęście "Arka" przykuwa uwagę podróżujących, a dokładniej: najpierw wzrok, w krajobrazie z wieżowców ten obiekt wygląda bardzo oryginalnie, inaczej, dziwnie i kusząco. W otoczeniu zieleni oraz dziwnych rzeźb i najróżniejszych przybudówek stoi najprawdziwsza okazała kilkupiętrowa arka, wielka łódź, coś tak nieprawdopodobnego, że nie można się nie zatrzymać. Jak się potem dowiedziałem, "Arka" należy do sieci lokali o swojstko brzmiącej nazwie Samogon! Wśród nich są dwie pizzernie "Flamingo" (jedna działa już od 1996 roku), bar sushi, restauracja muzeum "Stary młyn" i restauracji "Grzybowa chata". Rzecz jasna, twórców tych lokali cechuje miły, wielki odlot, więc nic dziwnego, że "Grzybowa chata" jest w kształcie grzyba a "Stary młyn" wzniesiono na fundamentach młyna. To jeszcze nic! Lokale w swej architekturze i wystroju łączą stylistykę Antonio Gaudiego i lokalnej ukraińskiej tradycji "contry". Kto nie wierzy, niech zobaczy na www.samogon.org. Kto nie czyta cyrylicy, temu od razu wyjaśnię, że Samogon nie stroni od podkreślania własnej oryginalności oraz używa wskaźników liczbowych. Na przykład o "Starym młynie" przeczytamy, że zbudowno go ze 100 tysięcy starych cegieł "z czasów autrowegierskich i polskiego panowania na naszych ziemiach", a do dekoracji użyto około 3000 eksponatów godnych muzeum krajoznawczego. O "Arce", która działa od 2012 roku, przeczytamy, że to lokal-piwowarnia z kuchnią europejską, którego motto brzmi: "Dużo piwa i dużo mięsa". Menu zachęca: "Zapewniamy, że Wam się u nas spodoba". I zapewnia, że lokal jest ekologiczny, korzysta z wyrobów z ziemi tarnopolskiej i Zakarpacia. I spodobało się nam. Obsługa była szybka, uśmiechnięta, miła i konkretna, komunikacja językowa bez problemów, ceny umiarkowane z tendencją do wyższych. Ale jest za co płacić, bo z naszej ekipy połakomiono się na steki, mimo cen chwaląc je pod niebiosa (najbardziej ten cielęcy), podobnie jak grilowane warzywa oraz czarujące desery. Ja skusiłem się na czebureki, czyli tatarskie pierożki z mięsem za 42 hrywny (1 zł = 6 hrywien); były dobre, ale jadłem lepsze. Piwo z browaru, który wypełnia część wnętrza "Arki" oceniam wysoko, nazywa się "Sława Ukrainie", 18 hrywien kosztuje 0,5 litra. Dla miłośników piwa oferuje się tu "piwną wieżę", czyli porcję 4 litrową w czymś na kształt szklanej rury z kranikiem. Masa detali wystroju oraz pomysły z podawaniem dań sprawiają, że knajpa pozostaje w pamięci. Tacka z pieczywem do zaostrzenia apetytu ma uchwyt w postaci młotka, a kelnerzy podają dania tak, że wnoszą je elegancko na jednej wyciągniętej ręce, drugą skrywając za pasem. Nie zapomnę też widoku tutejszych kiełbasek, prosiły się o zjedzenie, porcja dla grupy biesiednej za ponad 300 hrywien robi wrażenie... Tak w "Arce" działają, żebyś myślał, że to wszystko jest dla Ciebie! Grzegorz Józefczuk