Al. Nero. Pizza w czerni

Al. Nero. Pizza w czerni

Wiele słynnych firm i postaci zaczynało swoją karierę w garażu. Zespoły muzyczne szarpały druty, Steve Jobs z kolegami złożyli w garażu swój pierwszy komputer Macintosh.

Później było wiele firm, które pierwsze kroki stawiały tak samo w garażu, żeby wymienić tylko te najbardziej znane: Disney, Google, Harley Davidson, Amazon. Ale pierwszy raz usłyszałem o pizzerii ulokowanej w garażu. Właściwie najpierw to zobaczyłem. W ciągu bladoszarych garaży na ul. Weteranów pewnego dnia zniknął jakiś mały sklepik i pojawiły się czarne wrota. Potem nocami młodsi ludzie składali tam meble i budowali kontuary. Wszystko czarne. Brrr. Pewnego dnia, nad czernią matowej farby, między tymi bladymi garażami pojawił się wielki szyld. Na czarnym tle białe litery obwieściły światu Al. Nero.

Czarna pizza? Po pierwszym szoku przyszła refleksja, stypy tam robią czy co? Postanowiłem mojego syna zaprosić tam po szkole, akurat o 15 otworzyli lokal. Zapachniało ciastem, gorącym ciastem. Nie taką bułą oblaną koncentratem, tylko prawdziwym ciastem. Piec na sali jadalnej, przy piecu piękna blondynka gniecie ciasto. To Monika Kuźma, właścicielka. Zresztą nie sama, bo jak przystało na pizzerię we włoskim stylu, biznes jest typowo rodzinny. Taka jest też atmosfera. Pół godziny po otwarciu wszystkie stoliki były już zajęte, całe 16 miejsc.

Zrozumiałem dlaczego, jak dostałem swoje zamówienie. Ciasto cienkie i kruche. Większość składników sprowadzana z Włoch. Adaś zamówił sobie Herkulesa, za samą nazwę wziął. Jednak kiełbaska Salsiccia okazała się dla niech za ostra, więc pochłonął to, co ja zamówiłem, czyli Quattro formaggi. Sery rozpływały się po prostu w ustach ale niestety nie moich. Na pocieszenie Adaś dał mi spróbować kawałeczek. Ja smakowałem Herkulesa, bo dla mnie wszystkie elementy były tu na swoim miejscu. Pyszne, nie nudne i zupełnie inne niż we wszystkich innych miejscach. Mąż Moniki, Tomek Kuźma wyjaśnił mi skąd się wzięła nazwa Al. Nero: Miałem kilka czarnych elementów wystroju wnętrza, więc sobie pomyślałem że nazwiemy to Pizza Nero. Dopiero znajomy Włoch powiedział mi, że to znaczy czarna, spalona pizza. Zasugerował Al. Nero, czyli Pizza w Czerni. I tak zostało.

Żona Tomka pracowała kilka lat w pizzeriach Rzymu i zebrała doskonałe doświadczenie. Ale jednak nie wszystko da się tak dokładnie przełożyć na polskie gusta. – Przez pierwszy miesiąc zapraszaliśmy różnych znajomych, żeby dobrać rodzaj i smak ciasta do polskich gustów – mówi Tomek. – Wymyślaliśmy też różne smaki pizzy i przynajmniej połowa tego co jest w karcie, powstała przy pomocy wielu naszych przyjaciół – dodaje. Kiedy już nasyciliśmy nasze zmysły włoskimi delicjami i zbieraliśmy się do wyjścia Monika zaproponowała deser: – A może Panna cotta?. Okoniem najpierw stanął Adaś: Ale my nie bardzo przepadamy za cukrem. — To nie jest strasznie słodkie, a na wierzchu jest truskawka i liść mięty. No to jak będzie?” Truskawka wygrała. Wyszliśmy z Al. Nero z przekonaniem że poznaliśmy nowe smaki. Już nieważne, że na rachunek prawie musieliśmy brać pożyczkę z banku. Wrócę tam, bo lubię nowe, prawdziwe smaki, a zostało jeszcze sporo do poznania.

****

CIAO! Foto Andrzej Koziara

Dodaj komentarz