Adam Wójcik: Nowy Ratusz w Kazimierzu Dolnym? Czemu nie. Trochę luzu Państwo Urzędnicy!

Odcinek znowu inny niż poprzednie, tym razem będzie bardziej inny niż wszystkie. W nawiązaniu do ostatniego wywodu kazimierskiego. Może pozwoli lepiej zrozumieć, o co mi chodzi i dlaczego. Chciałem Państwu przedstawić fragmenty swojego dyplomu z architektury na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, przez który o mały włos nie wyleciałem ze studiów mając już absolutorium i to z wynikiem bardzo dobrym, ale w Komunie wszystko było możliwe… nigdy wcześniej go nie prezentowałem i pewnie już nie będę. Oraz zaprezentować dwa przykłady z Sąsiedztwa ilustrujące moje argumenty z artykułu o Baszcie i Zamku w Kazimierzu Dolnym.  widok ogólny Na temat pracy dyplomowej wybrałem  projekt Ratusza w Kazimierzu Dolnym, rok 1987, działka w północno-wschodnim narożniku Rynku - przy  poczcie - w drodze z przystanku autobusowego. Kiedy dzisiaj się na to patrzy, to aż trudno uwierzyć, że mógł wzbudzać takie emocje. Musiałem go  bronić 3 razy,  ostatni raz na dzień przed wcieleniem do wojska. W akademiku zostało wszystko, nawet nie zdążyłem ze sobą nic zabrać, gdyby nie moi Przyjaciele to nie zostałoby po mnie nic z tamtych lat. To wersja 3.  – wyłagodzona. Dopiero kiedy Legenda architektury modernizmu Hanna Adamczewska-Wejchert zabrała głos, umilkły pozostałe. Chciano mnie zajeździć za ten projekt, dziś to niezrozumiałe. Po blisko 10 latach, nieprzejednany w swej negacji mojej pracy, Recenzent przeprowadził publicznie, w obecności kilkudziesięciu osób, samokrytykę, po tym jak ujrzał podobną architekturę w Dusseldorfie. Dlaczego o tym mówię? Żeby uświadomić Państwu konsekwentność swego postępowania i by łatwiej pojąć moją postawę, byłem gotów nie ukończyć studiów, ale nie ustąpiłem ze swojego projektu. Dlaczego dzisiaj po tylu latach miałbym tolerować przeciętność?Dlatego w swoich ocenach będę niekiedy subiektywnie bezlitosny! Na obrazkach dyplomu usunąłem podpisy, żeby zminimalizować techniczność rysunków i usunąłem zapis orkiestracji, której próbowałem poddać w analizie Kamienicę Celejowską w celu nadania Ratuszowi pokrewnego brzmienia. Warto zwrócić uwagę:  na głównym malunku widnieje jeszcze szyld legendarnej mordowni Baryłka…dziś tam galeria jednego ze znanych kazimierskich malarzy… no i te samochody ☺ Teraz już wiemy, że Kazimierz to szczególnie mi bliskie miejsce, żeby zresztą tylko dlatego…  ☺
widoki w otoczeniuKorzystając w facebook’u  ze strony Arch.20.com  propagującą  współczesną architekturę, design i sztukę zaczerpnąłem przykłady  ilustrujące moje tezy kazimierskie i nie tylko, wybrałem dwie i trochę,  realizacje z Europy naszej. Pierwsza to wieża obserwacyjna w Alpach (Graz) przy  rzece Mur. Zaprojektowana przez architektów z Monachium inspirowana historyczną – podwójną, spiralną klatką schodową z wieży Zamku w Graz☺wyczuwalne podobieństwo?  Zainspirowany tą inspiracją narysowałem nowa wieżę z podwójnymi schodami spiralnymi;  1. do wejścia 2. do zejścia i platformę w kształcie królewskiej korony, a czemu nie? w bajki też wierzy się ☺ Druga to tym razem przenośny moduł architektoniczny z Przesłaniem: „w związku z coraz mniej stabilnym stylem życia, potrzebujemy mobilne domy, które mogłyby się przemieszczać razem z nami…”  To dzieło skandynawskich Projektantów. Na zdjęciu dom przysiadł w Mediolanie przy Placu del Duorno, ale potem ma być eksponowano-użytkowany w Sztokholmie, Paryżu, Londynie, Szwajcarii i Rosji…
Zmalowałem obrazek, jakby taki moduł czy moduły wyglądały w Kazimierzu. A może by, kazimierskim targiem, szarpnąć się i nabyć parę takich, gotowych już modułów i tylko je podłączyć, żaden problem, wystarczy tylko chcieć! I jeszcze z tego samego Placu w Mediolanie (średniowieczna geneza Placu 😀 ) taki smaczek… troszkę luzu, Państwo Urzędnicy. Ponieważ nieustająco poruszam się i będę poruszał po historycznych meandrach architektury Lubelszczyzny, nierozerwalnie będzie się pojawiać  pojęcie Konserwacji w przeróżnych odcieniach. Nie chcę, żeby pojawiały się jakieś spekulacje na ten temat. Miałem ostatnio okazję współpracować z WUOZ w Lublinie przez  blisko 4 lata, i z ręką na sercu przyznaję, że spotkałem się z pozytywna postawą i naprawdę serdeczną i pomocną atmosferą. Nie zmienia to jednak faktu, że  absurdalność przepisów sprawia, że nie jednokrotnie procedury paradoksalnie „zarzynają” zabytek, i nie jest to wyraz jakiejś złej woli Urzędników, tylko poprawność postępowania. Nie wywiązywanie się z proceduralnego trybu postępowania może spowodować nieobliczalne konsekwencje, jakie mógłby Urząd ponieść… i tu się zamyka błędne koło. zamek Dlatego od lat trąbię, żeby zwołać ogólnopolską konferencję architektów i konserwatorów i wszelkiej maści naukowców pokrewnie związanych z tą kwestią i raz na zawsze ustalić granice kompetencji miedzy Architektami czy Twórcami, a Konserwatorami. Bo nawet w sensie znaczenia tych Słów jest już semantyczny konflikt. Zadaniem Konserwatora jest zakonserwować piękno stworzone przez Twórcę, a nasi Konserwatorzy zostali zobligowani do postawy zachowawczej, w świetle której, Twórcy byli do końca powstawania Zabytków, teraz reszta twórców na kolana i pełzać twarzą w dół przed Zabytkami…czyli inaczej mówiąc dzisiejszy Twórca w historycznej tkance czy substancji nie ma racji bytu, w świetle obowiązków nieprecyzyjnie  nałożonych na Konserwatora. Reasumując, czas na kolejną Kartę…dlaczego nie miałaby się nazywać Lubelską, skoro jest już Ateńska i Wenecka i chyba Chicagowska. Niech Lublin przestanie bać się być pierwszym… trudno! Najwyżej paru urzędników spoci się z wysiłku i niepewności podjętego ryzyka. Przypominam, że Lublin już wiele razy był pierwszy… że o Unii wspomnę, świdnickich kotletach, czy o światłowodach, dzięki którym moglibyliśmy stać się Polską Doliną Krzemową… gdyby nie ludzka małość i zawiść. Adam Wójcik